2008 – Volvo B7R AlfaBusz Rally

No możnaby rzec… autobus. Volvo, jak Volvo. Platforma B7R była w produkcji od 1997 roku do całkiem niedawna, bo 2019 – i stanowiła nawet lekką, jak na ten typ pojazdu, bazę dla różnego rodzaju transportu. Zwykle przewozi pasażerów na długim dystansie między miastami i nie jest niczym wybitnym. Nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jest dosyć solidną konstrukcją, to prawda. Powstawała w wielu wersjach, w tym niskopodłogowych, i służyła w wielu krajach – takie Volva były bardzo popularne w Indiach.

B7R były również składane w wielu miejscach. Pełne pojazdy powstawały m.in. w Szwecji, w Chinach, czy na Węgrzech. Za napęd służył turbodiesel Volvo, który w wersji D7E potrafił robić do 290 koni mocy. Silnik umiejscowiony był z tyłu i dostarczał power za pomocą 6-biegowej przekładni ZF z retarderem. Koła busa wyposażone były w hamulce tarczowe… i tak jak mówiłem: to była całkiem solidna platforma a waga pojazdu przemawiała na jego korzyść.

Dlatego paru z naszych węgierskich braci wpadło na znamienity pomysł, aby użyć tego do rajdu przez sporą część Afryki – no bo co stoi na przeszkodzie?! Takie Volvo stanowi do tego idealną przecież bazę, prawda? Węgrzy nie widzieli w tym problemu, bo z Budapesztu wyruszał wyścig określany czasem “Małym Dakarem”. Rajd Paryż – Dakar jest dużym wydarzeniem. Jest to event prowadzący – z pewnymi wyjątkami – przez ogromny kawał Afryki. Uczestnicy w morderczych warunkach walczą z czasem, i tylko najlepszym udaje się dojechać do mety wyścigu. Dakar jest jednak bardzo ekskluzywnym rajdem. Udział biorą tam zawodowcy i w grę wchodzą ogromne pieniądze, sponsoring, reklamy, transmisje. Nic dziwnego – to duży punkt w kalendarzu i jest to niebezpieczny sport. Na pewno nie dla amatorów.

“Mały Dakar” stanowi pewną alternatywę. Pierwsza edycja miała miejsce w 2005 roku. Start ma miejsce w Budapeszcie, i uczestnicy pokonują wiele etapów, których ostatni ma miejsce w stolicy Mali – Bamako. Obowiązują dwie zasady: brać udział może każdy i jechać można wszystkim. Dlatego w edycji z 2008 roku na starcie można było spotkać takie cuda jak Polski Fiat 126p – a jak! – Wartburga, Velorex, czy lodziarnię! Serio. Było też parę autobusów… Nic dziwnego – nawet na Dakarze są autobusy. Przeworzą dziennikarzy, kamery i sprzęt… Ale Volvo B7R było jedynym, który walczył o punkty!

Auto do zawodów, to 12-metrowy autobus wyciągnięty z floty busów międzymiastowych przewożących pasażerów z Budapesztu. Nie dedykowana maszyna do motorsportu, ale autentyczny autokar używany do transportu. Brał udział w pustynnych zmaganiach jako jedyny pojazd tego typu. Można powiedzieć, że “był klasą sam dla siebie”. Na starcie spotkało się 150 ekip – w autach 4×4, w ciężarówkach, na motocyklach… ale czegoś takiego, to świat do tej pory nie widział. I do tego zabrał na imprezę 18 pasażerów XD Za kierownicą zasiadali kierowcy liniowych busów miejskich, a na ich pojeździe widniały reklamy transportu zbiorowego.

Ich pojazd, to praktycznie ten sam model, którego używają na codzień przeworząc ludzi po mieście – w drobnym tylko stopniu dostosowany do wydarzenia. Tak, aby mógł sobie poradzić na najtrudniejszych odcinkach trasy – prześwit zwiększono do 65 cm na terenowym ogumieniu, a samo podwozie wzmocniono, bo mogłoby nie wytrzymać obciążenia. Na pokład trzeba było zabrać masę sprzętu, narzędzi, paliwa i wody – samych pasażerów, jak i narzędzi do nawigacji, wszelkiego rodzaju radia i apteczki. Napęd na tył mógł być problemem, ten egzemplarz więc był w stanie zaangażować wszystkie koła dzięki zmiennemu 4WD, a z przodu jak i z tyłu – zamontowano wyciągarki. Na wypadek zagrzebania się w piachu, busa wyposażono w gumowe maty i kotwice. Silnikowi zapewniono lepszy dopływ powietrza z dodatkowego wlotu. W upale pustyni mogło to robić różnicę – temperatura potrafi sięgać 50 stopni. W busie były miejsca do spania dla kilku osób – reszta musiała zadowolić się namiotami. Wśród pasażerów znajdowali się dziennikarze RTLu i Eurosportu, ale nie był to wóz transmisyjny. Normalnie brał udział w zawodach.

Rajd Budapeszt – Bamako stał w 2008 roku pod znakiem zapytania. Dakar na przykład – został odwołany ze strachu przed atakiem terrorystycznym. To olbrzymie widowisko obserwowane przez cały świat, ale Bamako nie jest dużo mniej niebezpieczne. Trasa rajdu przebiega przez góry Atlas w Maroku. Prowadzi przez kawał Sahary oraz wzdłuż wybrzeża Mauretanii. Uczestnicy ścigają się w wyschniętych korytach rzek w Mali, aż dotrą do mety w Bamako, gdzie znajduje się stolica tego kraju. Nie raz i nie dwa przebieg wyścigu został zmieniany z uwagi na groźby porwań przez afrykańskich inżynierów i lekarzy. Kierowcy zasypiali za kierownicą i rozbijali się o drzewa. W 2022 uczestnik drużyny gospodarzy wykurwił na zawał na samej ceremonii ukoronowania zwycięzców. To była – nawiasem mówiąc – edycja wyścigu, w której udział brał Polak – Julian Obricki. Miał 70 lat i był najstarszym zawodnikiem w historii tego formatu.

Uczestnicy nie ścigali się z czasem. Walka toczyła się o punkty – a te, były przyznawane za kończenie etapów i wyzwań. Zaznaczyć trzeba przy tym, że jeden nieukończony etap nie przekreśla nas z wyścigu. Po prostu trzeba się pogodzić z utratą punktów, i jechać walczyć o następne. Tu też trzeba zaznaczyć, że o metę wyścigu walczą kierowcy a nie pojazdy. Jeśli twój wehikuł odmówi posłuszeństwa na środku pustyni, to ktoś inny może cię odnaleźć, zabrać na pokład, i z nim możesz dojechać do końca. Auto zostaje wtedy porzucone, ale kierowca się nie poddaje i dalej bierze udział w wyścigu.

Budapeszt – Bamako jest charytatywną inicjatywą. Uczestnicy zbierają fundusze na sprzęt leczniczy i edukację dla afrykańskich miast i wiosek. Coś takiego jak WOŚP u nas. Od samego początku miał być czymś pozytywnym i pojebanym. Fanom motorsportu pozwalał wcielić się w uczestnika Dakaru – mimo braku doświadczenia, mimo braku finansowania. Niewielkim kosztem poczuć ten dreszczyk emocji i pustynnego klimatu afrykańskich bezdroży. Nawigowania przez 9000 km otwartej trasy, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Nikt nigdy nie pomyślałby o autokarze, jako o aucie sportowym, ale znając kontekst sytuacji – bus Volvo doskonale obrazuje czym B2B jest, i perfekcyjnie wpasowuje się w ramy tego sportu.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: wheelsage.org | wikipedia.org | volvogroup.com | busnumber7.com | YT: Motorter

1946 – Triumph 1800 Roadster 18TR

It is more of a vista cruiser than a sports car, but the Triumph model 1800 was one of the best remembered British cars from just after the war. It was a direct response to the Jaguar and both manufacturers share history. The cat brand is derived from the Standard – they used their engines, they did use their chassis, and sure as hell they had Standard transmissions. That is how the SS was born, but it quickly rebranded to ‚Jaguar’. The Head of Standard, Sir John Black, had a plan to increase his hold of the Jaguar brand – and essentially take over full control. Jaguar owner, William Lyons (later also a Sir), told him to respectfully… fuck off. Sir Black got pissed. He purchased the entire Triumph company, shared all technology, all Standard motors and engineering – and they had huge experience building airplanes for the military. Long story short, they didn’t have to start from scratch as their slap could do serious damage to the Jag already.

Their secret weapon was excellent knowledge of the Jaguar technology. Black had the Straight 4 OHV motors with the right gearbox for it. That powertrain was made in the Standard garages for the Lyons himself, and since 1937 seen only under the hood of Jaguars 1½-litre. Black had this technology and he knew it better than his own wife (ex-wife… long divorced – irrelevant). He intended to power his cars from a 6-cylinder, but he had not expected the course of events, and sold the equipment required to their construction to the Jag.

The Triumph had independent suspension based on transverse leaf springs in front and a live axle with longitudinal leaf springs. It was also a Standard design. Its underslung chassis was a novelty to them. An excellent application of a ladder frame, hand made using 3-inch rods. Simple, yes – but they had never made anything of this sort before. They managed to cut costs by applying a wooden frame that was later covered with aluminum body. The steel situation wasn’t easy after the war. All the resource shortages, economy disaster… something like Poland now – even without any war.

The design of 1800 is strongly inspired by the Jaguar. Large headlights seemingly floating in the air – that’s a copy of the SS100. The Triumph though was unique when presented. It had a bench seat in front, and Black ordered to fit jump-seats in the back, as it was in the pre-war models like Dolomite (not to look far). It was a huge nod to that tradition. As a result, we had a very practical sports car… well… ‚sporty’ car. The last production automobile in history to adapt 3+2 layout. And it was unmatched in its versatility. It also had rear-hinged doors and a long hood, so indicative of that period. 6 headlamps, a large grille and three separate windows in the Renown sedan were another Triumph characteristics. It also had three wipers. As a matter of fact, its design was so impactful, it started a new trend in car history. Rounded lines with sharp cut edges – we now call it Razor Edge, and this model popularized it to the point every British manufacturer had similar cars in their offer till ’60s.

Triumph managed to sell 2.5k of those cars before the first engine and transmission refresh. Another 2k vehicles were sold with the new powertrain. They were more powerful and less weighty, therefore faster. New Triumph could reach 60 mph in 27.9s, which is not a good result, but the originals hit that point after 34 seconds. Early Triumph was much overweight. Outclassed by the Jaguars. Even when new engines, they were good for only 75 mph (120 km/h). The engine was bigger, with greater power and torque. Transmissions fully synchronized and the entire vehicle – lighter. All for nothing. Apart from the improvements in terms of mid-range acceleration, changes had little effect.

It was planned as a Jaguar beater, but the cat had no equal at the time. Triumph offered a ride in style. It was a good quality product, but it was lacking. Graceful, characterful… but inferior in a bigger picture. Its cabin was rich in wood trim, but exhibiting zero sportiness. The seats could welcome many passengers, but offered no lateral support. The Straight 4 was a good baseline, but not powerful enough to run such a load. It failed at performance – especially considering its price. Jaguar made cars that cost less than its rivals and had twice the power. Triumph cut production costs, but the client didn’t feel that in the dealership. The car did have the look, but it was quickly outdated and dead. Had it been made 10 years early – it would have been a top player. But it is, what it is. It offered 1800 variants, the 2000 roadsters as well as sedans with longer wheelbase, and the Renown limousines with new chassis and suspensions. The roadster ends production in 1949 and soon after – all its derivatives.

Krzysztof Wilk
All sources: wheelsage.org | wikipedia.org | conceptcarz.com | classiccarsforsale.co.uk | classicargarage.com | historics.co.uk | carandclassic.com | tssc.org.uk | hagerty.com | M Buckley – The Complete Illustrated Encyclopedia of Classic Cars

2015 – Equus Bass 770

Niewiele jest nowoczesnych muscle carów. Są Mustangi, Challengery, czy Camaro. A niedługo wyprą je elektryczne SUVy już całkowicie. Musimy stanąć w prawdzie – nastąpił zmierzch kultury American Muscle. W latach ‘70-tych prawie każdy producent z USA miał w ofercie tego typu modele, a dziś… Dziś już nie ma takich marek jak Pontiac, Plymouth, czy Mercury – a obecne na rynku modele są powoli zastępowane E- wersjami. Ale jest też auto, które łączy je wszystkie zusammen together.

Sama marka Equus powstała w 2008 roku w amerykańskiej stolicy motoryzacji – Detroit. Początkowo zajmowała się mniejszymi projektami z rodzaju restomodów, czyli odnawianiem klasycznych modeli z ich oryginalnym designem, ale przy użyciu nowoczesnych metod produkcji. Mając to na uwadze nie dziwne, że model Bass 770 wygląda, jak wygląda. Łączy w sobie linie Mustagów Fastback, Plymoutha GTX i Chevroletów Camaro. Każdy fan amerykańskiej motoryzacji dostrzerze w nim inspiracje swoim ulubionym modelem.

Natchnienie takimi legandami jak Mustang, Camaro, Barracuda, czy Dodge – widać gołym okiem. Wnętrze wykończono w stylu retro. Wskazania pokazywane są na oldschoolowych zegarach. Koło kierownicy przypomina te z klasycznych muscle carów… a wciąż jest to nowoczesne auto. Nie musimy pozbywać się technologii. Na pokładzie mamy nawigację, w parkowaniu pomagają nam czujniki a drogę doskonale rozjaśnia nowoczesne oświetlenie. O takich podstawach jak poduszki powietrzne, tempomat, czy czułe na prędkość wspomaganie kierownicy – niby nie trzeba wspominać. A jednak – nie są one dostępne w muscle carach lat minionych.

Poziom wykończenia jest bez zarzutu, i nie jest to luksus z rodzaju współczesnych limuzyn… ale supersamochodów? Jak najbardziej. Kierowca siedzi w kubełkowym fotelu, a design deski rodzielczej tchnie atmosferą stonowanej, ale eleganckiej klasyki. Skóra wymieszana jest metalowymi wstawkami. Za design odpowiada Tom Tjaarda – człowiek, który maczał palce w wyglądzie wielu modeli Ferrari, Aston Martina, Mercedesów, De Tomaso, albo wnętrza Diablo.

Platforma powstała z lekkiego aluminium – tak podwozie, jak i karoseria – a całe auto wykonane jest ręcznie w Detroit. Ponoć zajmuje to 5000 roboczo-godzin dla jednego egzemplarza. Samą budę wykończono wstawkami z włókna węglowego, aby zwiększyć stabilność przy prędkościach. Lekka platforma zapewnia właściwości jezdne na poziomie, a umieszczenie silnika w cofniętej pozycji z przodu – pomaga na korzystny rozkład mas. Auto pozostaje stabilne, dzięki długiemu rozstawowi osi.

Moc zapodaje V8 o pojemności 6.2-litra, spokrewnione z tym z Corvetty ZR1, z kompresorem i zdolne jest do 640 koni mechanicznych. 820 Nm wystarcza na sprint do setki w 3.4s. Jeśli chodzi o prędkość maksymalną: 322 km/h. 6-biegowa dwusprzęgłowa przekładnia dostarcza poweru do tylnej osi ze szperą. Węglowo-ceramiczne zaciski (z przodu 6-tłoczkowe, z tyłu cztero-) zatrzymują auto z doskonałą skutecznością. Za stabilność odpowiadają dwa różne systemy, a za kontrolę trakcji dwa inne. 770 jest tym samym w pewnym sensie stopniem pośrednim między muscle carem a supersamochodem. Osiągami śmiało wkracza w terytorium Ferrari, Porsche i McLarenów. Zachowuje jednak przy tym swój styl i amerykański charakter.

Muscle Cary się zmieniły. Ten segment narodził się z myślą o młodych gniwenych, którzy mogli kupić proste konstrukcje z wielkim sercem. Pierwsze auta tego typu były relatywnie tanie w zakupie, a oferowały dobre osiągi na prostej. To się w latach ‘80-tych zmieniło. Wszystkie amerykańskie auta zostały obrzezane z mocy. Wykończenie wołało o pomstę do nieba. Stylizacja była… dyskusyjna. American Muscle to dziś auta, które swoje kosztują, ale wyciągają 300 km/h i nierzadko implementują najnowsze technologie. Ten segment się bardzo zmienił.

Equus Bass jest auto dla tych, którzy chcą supersamochodu, ale zawsze marzyli o muscle carze. Dla tych, których stać na supersamochód, to po pierwsze. Nowy, kosztuje 250k dolary, ale z dodatkami cena może szybko poszybować w przedział 500 tysięcy. To sporo. Ale to nie jest tylko hołd klasykom amerykańskiej motoryzacji. To bardziej “ostateczna ewolucja American Muscle” – i z osiągami, których nie mógłby się powstydzić nikt – ani Ferrari, ani McLaren.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: wikipedia.org | autoevolution.com | carandclassic.com | equus-automotive.com | classicdriver.com | uncrate.com | tractionlife.com | motorious.com | drivingyourdream.com | motoroids.com | motonetworks.com | wheelsage.org

1992 – Jaguar XJ220

This story tells how you can be made with love, but also a mistake. Most iconic cars were made of passion and that is why they are remembered. Automobile manufacturing changed over time – as everything does. It was modernized, consumed by the new technological processes, procedures and board meetings. In such times: this car is born. Designed as unpaid overtime for the handful of craziest enthusiast Jaguar could provide. The Jaguar – they’ve just claimed the World Sportscar Championship, and their development section manager said he had an idea. The trend for supercars was on a rise. For ridiculous and expensive performance beasts. They would be impossible to buy… unless you were crazy rich and never afraid to invest large numbers in unique automobiles. Jag said it was so stupid, that they would do it… if only they haven’t been in the worse financial crisis than Poland under communists even now.

Randle didn’t give up. He managed to select a team of 12 volunteers to work on weekends – dubbed „The Saturday Club”. Designers, engineers and technicians – everyone that could be involved with benefit for the project. They lived double lives. Day time they made Jaguar cars – and they drew supercars after dark. They claimed no money for the effort. Randle himself made cardboard models of the car… and that’s how he spent his Christmas. Together, they could introduce their car to the world after 4 years – the Jag had a stand in Birmingham Motor Show.

The car – it was the bomb! Beautiful lines and breathtaking performance figures. 500 bhp from a 48-valve 6.2-litre V12. The mid-engine layout paired with all-wheel drive and damn… the gullwing doors. It was to have all wheel steering system, and it was to reach 220 miles per! They said it would have everything. You name something. Anything – it was supposed to have it! The Ferrari F40 was there – on the same motorshow – totally ignored. It looked like 20 year old piece of shit when placed next to the sleek cat. I mean, it doesn’t look old even now. The Jag was just amazing, so the Ford (the owner at the time) said they would make it… because… what could go wrong?

Heh… where do I start? The TWR took most of the responsibility for the development. They handled production and any changes it’s architecture would require. The initial project was planned for 350 bodies. It was a good plan, it provided constant money flow as each car would cost well over 400k. Ferrari didn’t ask half that money for their F40. Aaaand the problems started. TWR discovered engineering faults in the prototype. Both the V12 and the AWD – wouldn’t work. They both were heavy and both too complex to develop and adapt – and they were both too expensive as well. Not to mention. In the end, XJ200 was made a rear wheel drive Twin Turbo V6.

I understand the disappointment, but the V6 deserves our respect. It was not just any motor. They took it from the B-Group Metro 6R4. A 24-valve rally 3.5-litre V64V – constantly under development in TWR garages. It powered the Group C XJR-10 and XJR-11 racers. That’s how Jag joins the club for rally Group B-devised supercars, next to the Porsche 959 and Ferrari F40… So that engine was set up with the two Garrett T3 turbochargers, and at that point already it provided a full bar of turbo boost. TWR found space for two intercoolers for it and then – even though engine small, even though no V12 – both the power and the torque generated was much improved. The TWR car had 40 bhp more compared to the prototype. There’s more: the V6 is much smaller than a V12, which resulted in a shorter car – yet still almost 5 meters long! And as we know, more power means more weight. The car managed to fit the 1.5 ton cap due to rich use of aluminum… practically everywhere. All body panels are aluminum. Chassis – aluminum. The suspension has aluminimumum elements. And the Jaguar could generate almost 300 kilos of downforce from its aero design. Not many manufacturers of that time could-… well, but the air drag coefficient ended up at 0.36. Everything has its flaws.

The XJR-15 model based on a motorsport car. XJ220 was completely different. You won’t find carbon fiber there. Instead – a rather spacy cabin and narrower side-skirts to allow easier entrance. This is where the list of good things ends, as – as already mentioned before – the Brits could not afford a supercar. They finished the interior with the worst Ford trash they could find, and they did it in the most careless fashion. Those plastics used there – it’s a disaster. And the rear lights: it’s Ford Escort.

We start liking this car as soon as we hit the road. The suspension setup was just perfect. It had the in-board springs and double wishbones. Its engine was in the middle, which is positive for weight distribution and handling, and it had a rack-and-pinion steering design that provided flawless responsiveness. The car was truly breathtaking. The press could not believe it. They said the world did not see a supercar equal to the Jaguar. Not in terms of handling and road performance. The car, not only fast, but precisely absorbing most of the road’s defects. Man, it is a rare feat for a supercar TODAY! Before XJ220 – forget about it! Racing clutch used was a two-plate sports element lasting 100 burnouts, and the fully synchronized transmission allowed for no mistake. Turbos did generate lags, but they also gave a solid kick. The big power was delivered in a single moment – like an explosion.

And we cannot forget about the most important part: THAT CAT WAS FUCKING FAST! It could go from zero to sixty in 3.6s with no stress. It beat any records of the time. The failed attempts recorded 212 mph – which set the new world’s best. The FAILED try – get it? It beat the Nurburgring time in 1991, and if no catalytic converter – it could top at 217 mph making the Guinness World Record. Admittedly, the promised 220 mph was a scam, but anyway… The fastest car in der welt – it was a Jag.

And a beautiful one at that. Its timeless design combined classic smooth lines of the E-Type and brave futurism the brand lacked at the time. As a result, the XJ220 model aged well and it looks real business even now. It’s elegant, advanced, looks fast and serious – by the standards of today.

It hit the dealerships in 1992, but all cars were sold by 1988. No – it’s not a typo. They sold 4 years before the first car was completed – all of them… and even though, it was a business catastrophe. Not only it faced growing rivalry in its class – the supercar market collapsed exactly with its introduction. Bubble economy ended and the clients backed away. They cancelled orders for the car that had no V12, no AWD, no AWS, no gullwing doors. The Jaguar was sued for it. No joke. Ironically, all those downsides… the car was better for it – but it didn’t matter. The only value the client would admit was the speed records.

… but that was also taken from them. Anno Domini 1993 – McLaren F1 comes to play and all is lost. It had no match – defeated everyone zusammen auf wiedersehen. Not a car has been created that could close the gap in such performance. It took the speed to the next level – never seen before. Not available for a normal driver, until that point. The Jaguar is defeated – one year after its premiere. It becomes obsolete. Outdated over night. Even though its production was cut to just 281 examples – some of them couldn’t find their owners until 1996.

Beaten by its rivals, it made attempt at 1993 Le Mans. Facing team Porsche in a 24-hour challenge of the Circuit de la Sarthe. 3 cars entered the stage in their XJ220-C variants and they qualified for a GT class. Only one reached the finish line and beat the Germans… but they were cheating. Jag removed the catalytic converters from their cars before the race, and such foul play could not be tolerated. Jaguar result was cancelled. XJ220 and the Porsche 959 were alike. They both were intended as Group B machines. Both were finished after its demise. They both are essentially a racecar for the road. The Jaguar is one of the most underrated cars in the history, one of the most beautiful, one of the fastest – and the biggest disappointments.

Krzysztof Wilk
All sources: favcars.com | wheelsage.org | wikipedia.org | ultimatecarpage.com | autozine.org | autocar.co.uk | motor1.com | gq-magazine.co.uk | autoexpress.co.uk | supercars.net

1998 – Subaru Impreza 22B STi

Jednym z kamieni milowych sportów motorowych było pojawienie się Subaru Imprezy. Zmieniła ona oblicze japońskiej marki, podbiła scenę rajdową oraz wywalczyła sobie uznanie fanów. Mnogość jej drogowych wersji dawała klientom szerokie spektrum w zakresie solidnych osiągów za przystępną cenę. Do tego wersje WRX STi, z dwulitrowym boxerem o mocy 250 koni mechanicznych i stałym napędem na wszystkie koła – tanie w porównaniu do konkurencji, pancerne i debilo-odporne. Te egzemplarze zdefiniowały rynek aut sportowych na lata do przodu, i ukształtowały go na ponad dekadę albo i dwie.

Wywodziły się one wprost z motorsportu – z wyczynowych wersji stosowanych do rajdów na najwyższym szczeblu. W tamtym momencie Japończycy sięgali po tytuł Mistrza Świata Konstruktorów po raz trzeci z rzędu. Subaru było marką, która implementowała swoje sportowe rozwiązania prosto do katalogu ich drogowych aut. 22B było ich ostateczną wersją, a dzisiaj – jedną z najrzadszych.

22B wywodzi się z WRX STi na rok 1998. Do zwykłej, już przecież odchudzonej, wersji STi dodano szersze aero przypominające to z rajdowych wariantów, a jej silnik przewiercono do 2.2 litra i zamontowano kute tłoki. Zmian dokonano na tylko 424 sztukach pojazdu i wyłącznie 24 przeznaczono na rynek zagraniczny. Reszta miała trafić tylko w japońskie ręce. Wszystkie miały głębsze kanały doprowadzające powietrze, jak w STi Type R Version IV, oraz regulowane skrzydło spojlera, który generował dodatkowy docisk. Nadkola zostały powiększone, bo cały rozstaw kół jest szerszy. Mimo skoku pojemności, moc silnika została bez zmian, ale moment obrotowy na tym zyskał wyraźnie i wpada teraz już przy 3.2k RPM.

Reakcja na ruch kierownicą jest natychmiastowa, co pozwala na zwinne pokonywanie dramatycznie ostrych zakrętów. Zawieszenie opiera się na odwróconych amortyzatorach Bilstein i sprężynach Eibach. Zwiększona pojemność silnika pomaga na jego elastyczność. Powietrzny intercooler podaje schłodzone i rozrzedzone powietrze do turba, tak jak w zwykłych wariantach STi Type R. Tutaj jednak te wloty na masce są w pełni funkcjonalne a nie tylko estetyczne. Do tego 22B ma większe koła, a w środku dostępna dla kierowcy jest regulacja centralnego dyferencjału. Planetarna przekładnia wysyła 65% momentu na tylną oś. Jeśli jednak dojdzie do jej uślizgu, więcej mocy może zrobić użytek z przednich kół. Nawet do 50%.

Auto jest w stanie przyspieszać do setki w 4.7s. Składa się na to wiele czynników, ale to chyba dobry czas, żeby porozmawiać o mocy. Do 2005 roku w Japonii praktykowano tzw. „umowę dżentelmeńską” i wszelkie auta sportowe miały oficjalnie nie przekraczać 280 koni mechanicznych mocy. Oficjalnie. Mniej oficjalnie, to one miały ponad 300, ale jakby co – jakby ktoś się pytał – to wszystkie miały 280 koni mocy. Dlatego producent podaje, że 22B generuje tyle ile musi, ale różne testy pokazują cyferki wahające się między 300 a 350, a nawet 380.

Model 22B przyszedł na świat z okazji 40-lecia marki Subaru oraz jej 3-krotnego triumfu na rajdowym szczycie. Niektórzy myślą, że 22B powstało w celach homologacji Subaru Imprezy do WRC. Nie jest to bezpodstawne – z wielu powodów – myślenie, ale jednak błędne… z wielu powodów. Błędne, bo po pierwsze: 22B wyszło z fabryki w 424 egzemplarzach i nie ma od długiego czasu żadnej formy rajdów, która akceptowałaby homologację po takiej ilości drogowych odpowiedników. Po drugie: ówczesne zasady wyparły Grupę A i zastąpiły ją regulaminem Grupy WRC, który… nie wymagał homologacji w postaci drogowych odpowiedników auta. Do tego, silniki nie mogły przekraczać 2 litrów, więc i tu 22B nie spełnia warunków. A nie bezpodstawne? 22B, jak to się zwykle dzieje przy WRXach, czerpie garściami ze sportowych technologii i jeśli wersja homologacyjna musiałaby powstać – wyglądałaby najpewniej właśnie tak.

W ten sposób 22B STi był najbardziej dziką wersją Imprezy dostępną dla szary człowiek. Ze zwykłej STi Type R zrobiono legendę motorsportu z homologacją na drogi. Tym samym – święty graal dla kolekcjonerów. Powstały w 400 egzemplarzach na rynku japońskim i 24 przeznaczonych głównie dla Anglii (chłop, co zrobił grę Colin McRae Rally – miał jedną). To auto z łatwością stało się najbardziej pożądanym Subaru ever, i jednym z bardziej wyszukiwanych w historii japońskiej motoryzacji.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: roadandtrack.com | autozine.org | wikipedia.org | caranddriver.com | wheelsage.org | carthrottle.com | hotcars.com