1959 – AC Greyhound

EngineDisplacementPowerAccelerationTop Speed
Straight 62.0-2.6 L75-170 BHP9.0-11.4 s110-120 mph
180-190 km/h

Jeszcze zanim Carroll Shelby umieścił Cobrę na stałe w kanonie legend motoryzacji, brytyjska marka AC miała już w ofercie naprawdę ciekawe maszyny. Model Aceca okazał się sukcesem, sam Ace był popularnym na świecie roadsterem, więc Anglicy zdecydowali się na bardziej luksusowy produkt. Takim miał być nowy Greyhound.

Nie taki zupełnie nowy, bo Anglicy już zrobili wcześniej auto w układzie 2+2. Jeszcze dekadę wcześniej mieli model 2-Litre i to jego następcą tak naprawdę miał być Greyhound, ale nadchodzące auto w praktyce nic z nim nie łączyło.

2-Litre to był stary design inspirowany przedwojennym Jaguarem. Technologia tamtych silników to projekt jeszcze z 1919 roku, a pojazd miał sztywną oś z przodu i z tyłu, kiedy nowe auto korzystało z platformy sportowych modeli marki. I powiem wam, Aceca to było duże odstępstwo od zdziadziałych projektów datowanych radiowęglowo.

Auto miało w wygodny sposób zabrać w podróż 4 osoby, dlatego zdecydowano się nie dodawać tylnej kanapy do modelu Aceca, a zamiast tego raczej wydłużyć rozstaw osi. Pozbycie się poprzecznych sprężyn piórowych pozwalało zaoszczędzić sporo miejsca na jakiś solidny silnik z przodu, jak i dla pasażerów z tyłu. Użycie sprężyn śrubowych w niezależnym teraz układzie zawieszenia miało zalety również w prowadzeniu – no w porównaniu do 2-Litre, to na pewno.

Do tego poprawki czekały samo podwozie. Wzmocniono ramę, bo nowy model musiał być dostosowany do większego obciążenia. Był też dużo dłuższy od poprzednika. Nie mógł przez to równać się z czysto sportową gamą modelową AC, a dodatkowe obciążenie wykastrowało osiągi wszystkich modeli – tych z silnikiem Bristola, Forda, albo z własnymi motorami AC. Wszystkie na tym cierpiały.

Generalnie konkurencja miała sporą przewagę – głównie dzięki dominacji w mocy. Rywale nie dość, że wyglądali agresywnie, to mogli się pochwalić szybkością. AC wyglądało sensownie, ale 2.0 pod maską niszczyło wszelkie marzenia o wielkości. To było po prostu za mało jak na takie ładne auto – z tym, że AC nie oferowało nic ponad to.

Dlatego powstały chyba tylko 83 sztuki w całej historii – coś koło tego. Bristol występował też w wersji 2.2, ale maksymalna moc nigdy nie przekraczała 125 koni mechanicznych, więc to było bez sensu.

Bristol przestał robić te motory, więc Anglicy znaleźli nowego dostawcę i dopiero silnik Forda Zephyr o pojemności 2.55-litra był w stanie dostarczyć moc na poziomie 170 koni. To jednak nie wystarcza, żeby zaklasyfikować ten pojazd jako sportowy.

Bo i też nie taka jego rola – on miał być wygodny i bardziej przystępny niż ekstremalne modele marki. Nigdy nie miał sportowych aspiracji.

Właściwości jezdne nie były jego mocną stroną. Mimo większego silnika, różnica w przyspieszeniu nie zaistniała praktycznie żadna – dodatkowa moc zwiększyła tylko nieznacznie prędkość maksymalną do około 120 mph (190 km/h). Mówi się, że podobno silniki Bristola na bazie BMW cechowały się przyspieszeniem na poziomie nawet 9s do setki (w zależności od użytej przekładni), ale to bardzo wielkoduszne kalkulacje. Raczej większość modeli miała osiągi bliżej 11-12s i trudno znaleźć jakieś twarde dane w tym temacie.

Rozwój tego modelu pochłonął gro funduszy u Anglików, a projekt tak naprawdę wymagał jeszcze sporo poprawek. Był prototyp z silnikiem w układzie boxer, oraz plany użycia V8 Daimlera (albo Rover / Buick). Boxer na pewno by się lepiej prowadził – a Daimler byłby dużo szybszy… Dlaczego do nich nie doszło?

Wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. Do oferty wdarła się Cobra i łeb urwała wszystkim innym projektom. Nawet Ace i Aceca też zdechły w tym samym czasie. Niektórzy właściciele na własną rękę pchają do nich V8 i platforma bezproblemowo przyjmuje mocniejsze jednostki napędowe.

Ten model miał krótkie życie. Był w obiegu tylko 4 lata, ale tak naprawdę od początku był skazany na porażkę. Silnik Bristola – uznana jednostka i uchodząca za niezawodną – był niewystarczający i szybko wypadł z produkcji. Design nadwozia, dziś zyskuje na urodzie, ale raczej nie został pozytywnie przyjęty w dniu premiery. Zachowanie auta na drodze trzymało poziom wyłącznie na prostej.

Greyhound miał nowoczesne zawieszenie i był wygodny, ale za duży na zewnątrz, a zbyt mały w środku jak na auto dla rodziny. Największym plusem z posiadania tego AC w latach ’60-tych były chyba tylko te silniki… przez co wiele z nich padło łupem złodziei właśnie po to, aby skończyć jako dawcy dla modeli Ace.

Krzysztof Wilk
Żródła: to odzyskany tekst z utraconej witryny – źródła są do uzupełnienia

Dodaj komentarz