1987 – Seat Ibiza Bimotor Group S

Configuration: System Porsche 2x Straight 4 8V OHC
Location: Front and Rear, transverse
Displacement: 2×1.461 l (89.2) – 3.0l combined
Aspiration: N/A
(2xside draft Weber carburetors – 4 in total)
Power: combined 250 bhp (2×125)
Gearbox: 2x 5-speed manual
Drive: FWD + RWD
Weight: 1001 kg

W Seacie, to byli łby… Dopiero uciekli spod łap koncernu Fiata i chcieli pokazać się z dobrej strony na rajdach samochodowych, bo to wiadomo – emocje i profit, bo Grupa B pozwalała na prawie wszystko, więc człowieki to oglądały i stonks – cywilne modele schodziły jak nieszczepione dzieci: czwórkami na tamten świat. U nas za PiSu jest ficyt a wtedy w Hiszpanii nie mieli jaśnie Morawieckiego, więc był deficyt i ludzie z Seata mogli co najwyżej zmienić pracę i wziąć kredyt. Skrzynie do aut z 4×4 były kosmiczną technologią – nieosiągalną w tamtym momencie. Był jednak inny sposób… Kurwa, DWA SILNIKI!

Projekt szybko nabrał kształtu i sekcja Seat Sport dała zielone światło, więc zaczęto grzebać w prototypie. Hiszpania miała być poligonem do testów, bo można było tam jeździć wszelkim szajsem bez homologacji. Zwykła Ibiza to relatywnie nowy hatchback z napędem na przednią oś. Model pokazano na Paris Motor Show w 1984 roku i cechował się bardzo sprytnym trickiem – silnik i przeniesienie napędu było efektem współpracy Hiszpanów z marką Porsche, więc zrobiono przelew komu trzeba i można było ogłaszać wszem i wobec, że power w Ibizie pompuje „SYSTEM PORSCHE”. Buda to dzieło Italdesign Giugiaro wykonane w zakładach Karmann. Wszystko zebrać do kupy i to jest spora bibliografia z poważnymi podpisami. Można by pomyśleć, że wsadzać 2 silniki do rajdówki to poroniony pomysł już z definicji… ale tu się mogło udać.

Z grubsza: pożyczono 2 fronty ze zwykłej Ibizy i połączono je pod jedną karoserią. Zdublowano silnik, skrzynię biegów i elementy zawieszenia. Nawet na desce rozdzielczej miałeś dwa zestawy tych samych instrumentów obok siebie. Tak – auto miało dwa obrotomierze i dwa zegary od oleju. Dwie sztuki System Porsche o pojemności 1.5 litra generowały 125 koni mechanicznych każdy, co wspólnie dawało 250 koni z 3 litrów, więc auto było w najwyższej kategorii Grupy B (Grupy S właściwie – gdyby doszła do skutku). Później powstała ewolucja, która wyciskała 300 koni razem.

Oczywistą zagwostką było jak zsynchronizować oba napędy. Siła odśrodkowa dusiła tylny motor i kręcił on do 2k obrotów niżej niż silnik z przodu auta. Do tego przednia i tylna przekładnia musiały działać wspólnie. Chłodzenie na tył było dostarczane przez dwa wenty zamontowane przy bocznych szybach. Sama buda niewiele się zmieniła i dalej w większości była stalowa. Zdjęto właściwie tylko maskę, tylną klapę i poszerzenia błotników – wstawiono tam włókno szklane. To była zupełnie nie B-grupowa filozofia, bo reszta aż nadużywała polimerów i innych wymyślnych stopów, ale Seat bidny był a to droga zabawa. Ibiza była też lekka już w fabrycznie drogowej konfiguracji i nawet jak wepchnięto jej drugi silnik, to wagi wskazywały równo 1001 kg. Było dobrze.

Ibiza Bimotor odbywała testy głównie w rękach Josepa Marii Servia – jednego z dwóch braci odpowiedzialnych za projekt, i którzy aktywnie przyczynili się do jego powstania. Widzicie: podwójny silnik, skrzynia i zawieszenie – nawet braci podwoili do tego projektu :D Między ’86 a ’88 w Szutrowych Mistrzostwach Hiszpanii brały udział liczne odrzuty ze zbanowanej Grupy B oraz niedoszłe rajdówki z wyskrobanej Grupy S. W 3 lata Servia zgarnął 4 pierwsze miejsca w swojej klasie oraz 7 innych podiów – a w Mistrzostwach dojeżdżał jako drugi w sezonach ’87 i ’88. Inny Hiszpan – Alex Brustenga w roku ’86 kończył zwykle w pierwszej dziesiątce. Później za kierownicą zastąpił go Antonio Ruis i 3 razy stanął na podium a w Rally Avila razem z Servią zajęli dwa pierwsze miejsca.

Ogólnie są teorie spiskowe, że Bimotor miał być autem Grupy B, ale zrobić 200 sztuk homologacji auta, które będzie miało 2 silniki i jest kompletnie niepraktyczne… To nie miało żadnego uzasadnienia finansowego. Raczej był to projekt skierowany w stronę Szutrowych Mistrzostw Hiszpanii i obiekt badań dla technicznych ośrodków Seata. Oczywiście miał też na celu podnieść wizerunek marki i w rezultacie poprawić sprzedaż – taki „chłyt marketindody”. Zasady Grupy S wymagały tylko 10 sztuk na drogi publiczne. Jest to do ogarnięcia i dlatego Grupa S to miejsce dla Seata – ale nie zawody w Grupie B.

Bimotor nigdy nie ścigał się poza ojczyzną a po 1988 projekt oficjalnie zamknięto. Seat przestawił się wtedy na Dakar i rajdy w przednionapędowym Marbella Proto. I taki fajny Bimotorek siedziałby bidny i samotny w ciemnym garażu do tej pory, ale na szczęście jest coś takiego jak Goodwood Festival of Speed, gdzie w 2011 roku auto wyjechało aby zrobić hillclimb. I dobra, dwa silniki w aucie wyczynowym, to nie jest optymalne rozwiązanie. Kierowca musi się skupiać na obu systemach i jest dwa razy więcej osprzętu, który może się zepsuć. Do tego wersje homologacyjne pozbawione jakiegokolwiek miejsca na bagaż. Technologia nie pozwalała też swobodnie przełączać dystrybucji mocy między przodem a tyłem auta – dzisiaj ogarnia to za nas elektronika. Nie mniej… Pomysł nie jest nowy i w tym samym czasie VW, Mini, Citroen czy Abarth również mieli w swych warsztatach projekty z dwoma silnikami. To producenci z wielkimi funduszami – a Seat zrobił coś takiego po taniości…

… I wygrywał.

ZDJĘCIA: wheelsage.org | instagram | rallygroupbshrine.org
ARTYKUŁ: rallygroupbshrine.org | tech-racingcars.wikidot.com
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1987 – Toyota Supra MA70 3.0i Group A

Configuration: 7M-GE Straight 6 24V DOHC
Location: Front, longitudinal
Displacement: 2.954 l (180.3)
Aspiration: N/A
(Nippon Denso multipoint electronic injection)
Power: 290 bhp
Gearbox: Hewland 5-speed manual
Drive: RWD
Weight: 1450 kg

Rajd Safari był w kalendarzu WRC aż do 2002 roku. Ciągnął się on przez wschód Afryki – piach, brud, syf i inne tego typu atrakcje czekały na śmiałków w ich maszynach. Tam wytrzymałość grała pierwsze skrzypce – nie szybkość. Japończycy, którzy robili twarde budy nie mieli sobie równych w tych warunkach przez większość trwania eventu – zwłaszcza w latach ’70 i ’80-tych. W Europie już jeżdżono na 4×4 a Datsuny, Mitsubishi i Toyoty dalej ufały tylnej osi i wygrywały. Sama Toyota zgarnęła Safari siedmiokrotnie modelem Celica w różnych konfiguracjach z lat ’80-’90, ale nie tylko Celica jeździła do Afrika. Supra A70 dostała papier do Grupy A w 1987 roku i tę konfigurację napędzał 3-litrowy silnik serii 7M – rzędowa 6-ka o mocy 290 koni. Napędzano w niej wyłącznie tylne koła.

Moc silnika zatrzymała się na 10 oczek poniżej limitu w Grupie A (max 300), więc FIA pozwoliła zahomologować również wersję Turbo o mocy 400 koni. Toyota świetnie sobie w rajdach radziła do tej pory i, kiedy pojawiła się wolnossąca Supra, to wygrała Hong Kong Rally a w swoim debiucie zajęła 3 miejsce. Wersja Turbo często wykrzaczała i gówno z tego wychodziło. A za kierownicą były gwiazdy takie jak Waldegard, Kankkunen czy Eriksson. W 1988 na Safari ta trójka zajęła odpowiednio 7, 5 i 4 miejsce. Rok później Supry dojechały na 4 i 5 miejscu. Auto z atmosferycznym silnikiem w rękach Waldegarda było serio groźne. W swym debiucie Toyota prowadziła do momentu aż silnik się przegrzał a w Bandama Rally wycofali wszystkie załogi – mimo prowadzenia – bo im ludzie poginęli w wypadku samolotowym. Poważna sprawa – m.in. team menago z asystentem się wymeldowali.

Ale Supra rywalizowała również na torze. Większość japońskich producentów opierała się na walce prywatnych teamów zamiast – jak europejczycy – pompować gruby hajs w oficjalne teamy Forda, czy BMW. Dlatego mało ich widać w międzynarodowych formatach jak ETC, ale na lokalnych włościach: w JTCC, to co innego. W 1-szej Dywizji jeździły Civiki odpierdolone przez Mugena a Toyotów z JDM-u było tam jak mrówków. Supra miała – przypomnę – 24 zaworowe DOHC turbo, w którym zwiększono poziom kompresji – dlatego osiągało 290 koni mocy, czyli ponad 60 więcej od cywilnych wersji. Koła z magnezu, najnowocześniejsze hamulce i przetasowanie w ustawieniach skrzyni biegów. W aucie użyto tytanu i włókna węglowego celem go odchudzenia i takie auto powstało w ilości sztuk: 11. Mistrz Świata F1 Alan Jones wygrał czymś takim w debiucie swem w Sugo. W tym czasie na europejskim poletku powstawała konfiguracja właśnie z turbem, która miała towarzyszyć wolnossącej 3.0i od Bemani Motorenbau. Tak… Szwajcarzy musieli pracować nad tymi maszynami, bo chińce krótkiego chuja na to kładli.

Hans Heyer, który wtedy był legendą wyścigów aut turystycznych z mistrzostwami Europy i DRM na koncie, zasiadł za kierownicą Toyoty. Wraz z nim były również gwiazdy z DTMu, jak Frank Jelinski i Volker Strycek. Miało być tak pięknie a się zesrało, bo debiut raz, że został opóźniony; to dwa, że oba auta się nie zakwalifikowały i nawet Corolla 1.6 z Division 1 ich zeżarła. To byłby kurwa dobry żart, gdyby to nie była taka tragedia. Auto w tym sezonie ukończyło 1 event i zdołało dojechać na 6 pozycji.

W tym samym czasie co europejskie ściganie – śmigało też WTCC. Żaden z pojazdów nie ukończył Nurburgringu, na Spa i Silverstone wysłano już tylko jeden pojazd aby się zbłaźnił, więc ten posłusznie również nie ukończył. Do Azji nawet nie się nie wybierano, bo ktoś mondry nie zapłacił 60k startowego, więc i tak nie mogliby zbierać punktów. Do Bathurst wyjechała za to prywatna Supra, aby nie ukończyć wyścigu na torze Mount Panorama. Dobry plan! Największym osiągnięciem w serii WTCC było 9 miejsce – nie inaczej, w Japonii na torze Fuji – i musieli prowadzić stali kierowcy z japońskiej JTCC, żeby wogóle były jakieś szanse.

Drogowa Supra to przekozak auto, więc co było problemem? To jest duży samochód – 4.6 metra długości. Bliżej mu do aut typu GT i ma to swoje odbicie w rezultatach na torze. Takie zwinne M3 np. – nawet teraz po 30 latach dalej jest referencyjne jeśli chodzi o osiągi. Czasy bydlaków jak Jaguar, czy 635 CSi już dawno odejszły a wygrywają auta bardziej mniejszejsze i zwrotniejszejsze. Można rywalizować dużym autem, ale trzeba mieć dopierdolenie: i tego też brakowało. RAS Turbo Supra liczyła sobie 370 koni mocy, co było prawie 100 koni za Murzynami z Forda i nawet w JTCC Supra miała problem z utrzymaniem tempa Sierrom. Nie wspominając już o wadze, ok?! Minimalna waga zależała od pojemności silnika a Toyota miała 3.0 Turbo, kiedy Sierra walczyła z 2.0 turbo a M3 wolnossącym 2.3. To nie mogło się udać. Supra to 1.5 tonowy kloc w porównaniu do M3, które ważyło mniej niż tonę. Chińczycy potrafili niektóre wolnossące pojazdy odchudzić do 1300kg – a nawet do 1035! – ale te maszyny cierpiały na taki niedobór mocy, że o ja pierdolę.

Hajs mógł pomóc. Potrzeba było zagadać do kilku ogarniętych ludzi, zlecić testy i rozwój projektu – wtedy byłoby o czym rozmawiać. Toyota jednak skupiała się na WRC i reszta musiała samotnie dojadać resztki ze stołu. W rajdach liczyła się Celica a Supra miała mniejszy priorytet. Grupa A wymagała 2500 sztuk wersji drogowej w sprzedaży, a żeby zahomologować wersję evo trzeba było puścić jeszcze 500 egzemplarzy lżejszej Toyoty, która już mogła powalczyć. W ’88 roku powstała Supra Turbo A, w której pozbyto się 10 kilogramów, pogrzebano przy turbie (co dodało +40 do poweru) oraz przeprojektowano tył zawieszenia. Od teraz auto miało szperę i większe koła a przód miał dokonane zmiany dla lepszego chłodzenia. Auto rywalizowało tak w Japonii, jak i Europie – żadnego z wyścigów nie ukończyło, bo zawsze coś się wysypało.

Trzeba było coś zrobić, więc zwrócono się o pomoc do BMW, bo oni wiedzą jak w motorsport. Pod okiem Bawarczyków, auto i potrafiło dojechać do mety, i mogło pochwalić się rezultatem! Na torze Monza Niemcy byli na 5 miejscu. Z paru eventów się wycofywali, tak – ale Dijon to finisz na 6, a Vallelunga na 8 pozycji. 24-godzinny wyścig na torze Spa zakończył się dla nich tuż za podium (5 miejsce) – a to już prestiż. Najlepszym rezultatem było 4 miejsce w Belgii, ale i potem wstydu nie było. Supra jeździła też w BTCC, ale jedynym wynikiem był najniższy stopień podium w przedostatnim wyścigu, więc w następnym sezonie do Anglii już nie powrócono.

W DTM-ie panowały regulaminy Grupy A, więc w ’89 spróbowano swoich sił na germańskiej ziemi. Auta z turbo musiały startować z handicapem a od 1991 wogóle nie mogły, więc wolnossąca Supra z 340 konnym w tamtym momencie silnikiem wydawała się w sam raz… ale bez pompowania hajsu ciężko było walczyć z BMW czy Mercedesem – nawet z prywatnych ekip. Najlepszym wynikiem było 10 miejsce. Sezon zakończono 22 pozycją w tabeli. W Szwajcarii jednak – w ich mniej popularnej serii – Toyota była najszybsza trzykrotnie, zdobyła trofeum w ’89 a w swojej kategorii wygrywała aż do ’93. Przygoda z DTM-em zakończyła się w roku następnym, gdzie raz ukończono na 17 miejscu a z dwóch eventów się wycofano, po czym Bemani Team dał sobie spokój.

Patrząc znowu na japońskie zmagania: Supra nie była złym autem, ok? Pojawił się jednak ktoś nowy i to był absolutny koniec jakiejkolwiek konkurencji. To było jak Quattro w rajdach samochodowych – nie do zatrzymania – w jakikolwiek sposób. Nissan pokazał nowy model Skyline’a GT-R R32 i pojazd zwany Godzillą jest chyba ostatecznie najlepszym w historii wyczynowym autem klasy turystycznej w Grupie A. Nie powstało nigdy nic lepszego i tu można zakończyć dyskusję. Jak poprzednia generacja R31 Turbo Skyline’a mogła na spokoju mierzyć kutasy z europejskimi modelami, tak R32 im te kutasy pourywał, wsadził w dupę, strzelił z liścia a na koniec jeszcze zglanował i potem na to wszystko napluł. R32 miał 2.6 turbo i napęd na wszystkie koła – i cały był zfocusowany na rywalizację na drodze. Dlatego nie ma konkurencji dla Skyline’a ani w zawodach aut turystycznych, ani w street racingu. I na torze to ten model właśnie przejął pałeczkę. Nissan zaczął dyktować tempo takim wyjadaczom jak BMW, czy Fordy a ich serię zwycięstw przerwano dopiero, gdy weszły nowe regulacje i zawody przerzuciły się na sedany, przez co GT-R nie mógł startować. W Australii GT-R zdobył trzy mistrzostwa z rzędu aż go w końcu zbanowano.

Supra fajna jest, ale Toyocie się nie można dziwić. Rywalizowali w WRC – to była duża sprawa – a do tego dochodziła jeszcze seria WSC, w którą też byli mocno zaangażowani. Wyniki tego modelu nie były zadowalające, więc naturalnie auto dostało mniejszy priorytet – a co za tym idzie: ograniczone wsparcie. Do tego cały ten pieprznik w papierach, które każdy w Grupie A interpretował właściwie na swój sposób… To nie pomagało. Drogowe auto było przecież przepotężne i odniosło niebagatelny sukces. Toyota sprzedała w samej Wielkiej Brytanii 12k modeli Supra, co było niemal połową aut z 3-litrowym silnikiem jakie ogólnie wtedy zeszły w Europie. W 1991 to Corolla przyjęła ciężar rywalizacji w JTCC a Supry były już tylko w prywatnych rękach. Późniejsze Supry odnosiły jeszcze sukcesy w Super GT tak w Japonii, jak i Europie.

ZDJĘCIA: favcars.com | wheelsage.org | tech-racingcars.wikidot.com
ARTYKUŁ: tech-racingcars.wikidot.com | jalopnik.com | The Toyota Celica and Supra in Touring Car Racing by Francisco Cunha | carthrottle.com |
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1997 – Toyota Corolla AE111 WRC

Configuration: 3S-GTE Straight 4 16V DOHC
Location: Front, transverse
Displacement: 1.972 l (120.3)
Aspiration: Toyota CT20BRB twin scroll turbo
(intercooler, turbo restrictor, anti-lag, catalytic converter, multi point injection)
Power: 300 bhp
Gearbox: Xtrac 6-speed sequential
Drive: AWD
Weight: 1230 kg

Toyota już z modelem Celica GT4 pokazała, że potrafi w rajdy a ich pierwszy pojazd z Grupy WRC był najbardziej zaawansowaną technologią jaką ich warsztaty widziały. Auto miało zadebiutować w sezonie ’97 i walczyć o najwyższe podium.

Dużo łączyło Corollę z GT4, ale model wiele zyskał na nowym projekcie. Auto było również pierwszym w swojej kategorii, w którym silnik montowany był poprzecznie. Największą różnicą były same wymiary: teraz kompaktowa Corolla – nie tylko krótsza od Celiki, ale i szczuplejsza, z mniejszymi nawisami – mogła powalczyć jeszcze mocniej. Pozycja kierowcy była bardziej wyprostowana, więc łatwiejsza w prowadzeniu – a już na wąskich drogach, to wogóle. Krótsze nawisy za to dawały +5 do jazdy po trudnym terenie.

Były minusy – rozstaw osi również był krótszy i sterowność na szybkich odcinkach to była trochę loteria. Pomagał trochę nisko osadzony środek ciężkości oraz testy w tunelu. Poskręcano aero aby zapewnić jak najwięcej docisku przy wszystkich prędkościach. Zawieszenie to kolumny MacPhersona i amortyzatory Ohlins. Skrzynia biegów Xtrac wedle specyfikacji Toyota Team Europe: 6-biegowa sekwencja operowana elektronicznie z joysticka przy kierownicy – dostosowana do praktycznie każdego rodzaju dyferencjału jaki ludzkość skonstruowała. Sam silnik, to było 2.0 turbo w wersji rozwojowej systemu, który napędzał rajdowe Celikę. Nawet cylindry i suw zostały nieruszone tylko mocy było kapkę więcej a motor produkował 300 koni i 510 momentu.

Auto miało zdążyć na ’97, więc prace rozpoczęły się już rok wcześniej. Toyota Castrol Team pokazało nowe maszynerie w Finlandii – po półtorej roku abstynencji. To szybko, bo plany były na powrót podczas Rajdu Indonezji, czyli dopiero następnego eventu. Mimo, że się trochę pospieszono, to Gronholm trzymał poziom i prowadził na wczesnych etapach. Niestety wtryski zawiodły a drugi w teamie Didier Auriol zajął 8 pozycję. Wygrał Makinen przed dwoma Escortami. Indonezja była rozczarowaniem, bo żodyn nie dojechał do mety. Auriol narzekał na elektronikę a w drugim aucie zdechł silnik. Escort zajął dwa pierwsze miejsca na podium i dalej zdobywał punkty. W rajdzie San Escobar Toyota sama zbliżyła się do podium (5 i 8 miejsca) a już w Australii Auriol dojechał jako trzeci – za Makinenem i McRae. Ostatnią rundą było RAC Rally i Gronholm dojechał na piątej pozycji osamotniony, bo Auriol rozbił swoje auto. Nie on jeden, bo z tego eventu wypadło co najmniej 70 załóg – Hołowczyc np. wtedy właśnie wypadł z trasy w przepaść i rozwalił Imprezę 555 teamu Mobil 1 (co można zobaczyć z komentarzem na YT – film poniżej) a rywalizację przedwcześnie zakończyli również Eriksson (Team Subaru), Per Eklund (Saab) czy Alister McRae (VW Gulf). Wygrał wtedy jego starszy brat, Colin, jadąc Subaru S5 – co było jego trzecim zwycięstem z rzędu, ale nie wystarczyło do pokonania Makinena. Ten – mimo, że oddał Subaru drużynowe trofeum, to skończył z 1-punktową przewagą nad McRae i został Mistrzem. Nie on jeden musiał obejść się smakiem – Sainz został pozbawiony szans na swój tytuł na pół kilometra przed końcem ostatniego etapu.

Kolejny rok rozpoczęto z przytupem – ale tylko na jedną nóżkę. Sainz – opuszczając Forda i będąc już w Toyocie – podczas Monte Carlo był lepszy i od Forda Kankkunena, i od Subaru McRae. Co prawda druga Corolla dojechała dopiero 15-sta, ale auto wygrało swój pierwszy występ. Szwecja, to 2-miejsce Carlosa Sainza i 6-ste dla Auriola. W Kenii tuż za podium a Portugalia – 2 i 3 miejsce. W Hiszpanii 1, 2 i 7! Była moc! Do końca jeszcze 8 eventów a Corolla przywiezie jeszcze 1 pierwsze miejsce, 5 drugich oraz jedno trzecie. I mimo to – zarówno Sainz, jak i Toyota – będą musieli zadowolić się 2 miejscem (2 punkty za Makinenem XD).

Trzeba było czekać do 1999, aby chińczycy pokazali na co ich naprawdę stać. W teamie dalej byli Sainz i Auriol a sezon liczył 14 eventów. Dopiero w Nowej Zelandii – co było 9 eventem w sezonie! – auto zajęło 4 miejsce przez co nie złapało się na podium. Do tej pory Corolla zasiadała na nim już 10-krotnie i stracą swoje miejsce na podium ponownie dopiero na ostatnich zawodach – RAC Rally of Britain. Toyota wyprzedziła Subaru ale Makinen dalej nie oddał tytułu. Auriol w Corolli skończył trzeci a Sainz był piąty. Rywalizacja była zacięta, bo najgorszym wynikiem jaki chłopacy wyciągneli, było 6 miejsce Sainza i 5 Auriola. NAJGORSZYM! Niestety auto często się wycofywało – każdy z kierowców musiał czterokrotnie kończyć przedwcześnie i może to odebrało im szanse na koniec. A może nie… Taki McRae zajął 6 miejsce – zaraz za Sainzem a na 14 wyścigów ukończył 3. Dobra, dwa z nich wygrał, ale 10 razy się wycofywał i raz został zdyskwalifikowany. A jednak zdołał utrzymać się tak wysoko, jadąc tylko na 3 wynikach, co pokazuje, że Subaru było szybkie (jak dojeżdżało), dzięki czemu zasłużyli na drugie miejsce w tabeli konstruktorów. Zwycięzca mógł być jednak tylko jeden i nie bez powodu była nim Toyota. Solidna jazda cały sezon i brak słabych wyników zapewniły im mistrzostwo.

Toyota zeszła ze sceny niepokonana – zgarnęli trofeum i poszli do domu a rok 1999 był ostatnim sezonem ich rywalizacji w WRC. Tak Celica, jak i Corolla dalej jeździły w prywatnych rękach i to ze sukcesyma, bo taki Mistrz Wielkiej Brytanii z 2002 jeździł tym modelem właśnie.

ZDJĘCIA: ultimatecarpage.com | wheelsage.org | tech-racingcars.wikidot.com
ARTYKUŁ: tech-racingcars.wikidot.com | ultimatecarpage.com | ewrc-results.com | wikipedia.org |
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

2020 – Jannarelly Design-1

Numbers built: 20 (499 planned)
Configuration: Nissan V6 24V DOHC
Location: Mid, transverse
Displacement: 3.498 l (213.5)
Aspiration: N/A
Power: 325 bhp
Gearbox: Nissan 6-speed manual
Drive: RWD
Weight: 850 kg
Top Speed: 220 km/h (135 mph) limited
0-100: 3.9s

Można dyskutować o tym, że kiedyś to było a dzisiaj to nie ma – że nowe auta… może nie są złe, ale napewno nudne. Wszystkie produkcje z koncernu Volkswagena prowadzą się tak samo, Ople wyglądają jak worki ziemniaków i raz na jakiś czas pojawia się kolejne hiperauto z przerostem mocy… w sumie bez sensu – liczby dla samych liczb. No to patrz to! Design-1 jest dwumiejscowym roadsterem wielkości MX-5, ale czuć w nim ducha wyścigówek z lat ’50-tych. Sam jego twórca – Anthony Jannarelly (z W Motors – libańskiej marki supersamochodów z siedzibą w Emiratach) mówi, że to auto przeniesie nas w czasy, gdy samochody sportowe były prostsze, lżejsze i bardziej angażujące – słowem: lepsze.

Autko powstało dzięki dwóm panom – jeden posiada Caterhama a drugi trzyma w garażu Donkervoorta. Efekt mógł być w sumie tylko jeden. Świat zobaczył go po raz pierwszy w 2019 na Salon Prive w Anglii. Autor tego projektu potrzebował 5 lat na ogarnięcie tematu. W międzyczasie maczał łapy w powstaniu takich maszynowni jak Fenyr Supersport i Lykan Hypersport. Jannarelly to koszt rzędu £85k, co plasuje go w bezpośredniej rywalizacji z nowym Morganem Plus 6. Powstało już 20 sztuk i realizowane są zamówienia na kolejne 70. Do tego opracowywana jest wersja super-GT – najpewniej dla konfiguracji Design-2.

Jannarelly wykorzystuje najprostszą w świecie ramę przestrzenną i wolnossący silnik znajdujący się za kierowcą. Do tego napęd na tylną oś ze szperą w opcji i 6-biegowa skrzynia manualna, której mechanizmy częściowo widać na zewnątrz. Zawieszenie składa się z podwójnych wahaczy i amortyzatorów śrubowych oraz wsporników a duże tarcze z 4-tłoczkowymi (z przodu – po 2-tłoczki z tyłu) zaciskami Wilwood zatrzymują to pudło – bez ABSów, bez wspomagania kierownicy, bez żadnych poduszek powietrznych… choć za dopłatą można dostać kontrolę trakcji.

Przód był inspirowany starym 250 Testa Rossa a tył czerpie garściami od AC Cobry. Design-1 to je kabriolet (typowa barchetta) z karoserią z włókna szklanego, ale zanim zdążycie powiedzieć, że „Wodociągi Kieleckie w sposób wzorcowy usuwają awarie – w sposób błyskawiczny, że jesteśmy w czołówce krajowej, a nawet światowej, i że liczba awarii z roku na rok maleje” – auto może się zmienić w stylowe coupe za sprawą nałożenia hardtopu z włókna węglowego za 7599,99 w promocji z kodem rabatowym na allegro. Jeśli zadzwonicie w tej chwili dostaniecie całe auto w carbonie za śmieszne 12,7k ekstra – co umieszcza ten samochodzik na półce z zabawkami dla ludzi, którzy mają na koncie 6 zer PO jedynce a nie PRZED, jak u nas.

Auto ma za to ciepłe serduszko 3.5 litra od Nissana – V6 o mocy 325 koni mechanicznych, niby z dużego modelu Maxima, ale tak naprawdę jest to wersja rozwojowa motoru z 350Z. Auto w porównaniu do Ariela Atoma, czy Caterhamów – ma jakieś wyposażenie. Nawet bagażnik jest niczego sobie. Miejsce na torby jest z przodu i z tyłu pojazdu. Do tego w lecie możemy włączyć klimę a zimą ogrzewanie cymbałów. Są głośniki Rockford Fosgate i port USB dla smartfona.

Sama procedura wejścia do auta przypomina wrażeniami wspinaczkę do Caterhama Seven. Klamek nie ma. Wyginasz się, łapiesz za pałąk i opuszczasz. Typowe dla tego rodzaju aut, choć może to być uciążliwe dla osób z 1.80m. W środku – prostota w stylu retro. Skrzynia pracuje niezwykle precyzyjnie a silnik to czysty zaciesz akustyczny. Jazda bardzo angażuje. Czujesz, że jesteś częścią tego auta – że jesteś potrzebny. Nissanowskie 6 cylindrów zachęca do ekstremalnej jazdy ponad limit swoim klasycznym warkiem w stylu aut z lat 60-tych. Do tego perfekcyjne zawieszenie sprawia, że kierowca wspaniale czuje auto, nawet podczas złej pogody trzyma trakcję i zachowuje się doskonale. Geometrię robiono w teamie F2 – Campos Racing. Dobra… czasem zaskrzypi – szczególnie na polskich drogach, ale rzeczonej drogi trzyma się lepiej niż, nie przymierzając, Caterham Seven.

I tak, auto jest drogie, bo taniej można dostać Boxstera, czy Caymana… ale podsumujmy. Dobrze wygląda – CHECK. Świetnie się prowadzi – CHECK. Doskonałe brzmienie – CHECK. Zapewnia emocje – CHECK. Czy Cayman da ci to samo w podobnym stopniu? Można dyskutować. Caterham już prędzej, ale ten z kolei nie nadaje się na daily kompletnie.

Auto na pewno spadło nam niejako „z nieba”. Świat motoryzacji potrzebuje aut „czysto” sportowych, oferujących klasycznych doznań poprzez swą prostotę a nie kolejnych SUVów z przerostem elektroniki, awioniki i innych badziewi, które mogą się zepsuć. To nie jest auto, które zacznie hamować za ciebie – wmawiając ci, że nie zauważyłeś pojazdu przed sobą. To auto w duchu starych Lotusów i Ferrari, które zgnoi twoje uszy wrzaskiem wolnossących 300 koni mechanicznych. W planach jest 499 sztuk tego modelu i każdy ma być inny – muszą w tym celu przenieść fabrykę do jakiegoś kraju, który lepiej ogarnia w auto biznes. Powołano również nowego prezesa, który ma to wszystko załatwić – nie zdradzono, kto usiadł na stołku, ale ponoć sprawa jest gruba i jest to postać z pierwszej ligi. A nam, co? Pozostaje tylko czekać na Jannarelly Design-2.

ZDJĘCIA: autocar.co.uk | topgear.com
ARTYKUŁ: autocar.co.uk | topgear.com | evo.co.uk | carmagazine.co.uk | jannarelly.com
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1994 – Mercedes-Benz C-Klasse W202 AMG DTM

Configuration: M106 V6 24V DOHC
Location: Front, longitudinal
Displacement: 2.499 l (152.5)
Aspiration: N/A
Power: 400 bhp
Gearbox: 6-speed sequential
Drive: RWD
Weight: 980 kg
Top Speed: 300 km/h (186 mph)

W DTMie przez dobre dziesięć lat panowały zasady Grupy A, aż w 1993 przestawiono się na FIA Class 1 – co dawało winksza swoboda. Niemcy – jako, że zwycięskiego składu się nie zmienia, wystawili do boju sprawdzoną 190 E w wersji morderca. A łoić się mieli z jakimiś szczymryjami z Włoch, co pierwszy raz przyszli do stołu, wyjebali wszystkie talerze i na sam środek nasr… No wiadomo. Trzeba było pokazać przyjezdnym jak się jeździ w Hitlerjugend. Czego się nie spodziewano – Makarony zapisali do zawodów w cholerę zaawansowaną ewolucję modelu 155 V6 TI, którą konstruowano mając każdy najdrobniejszy zapis regulacji z tyłu głowy – i każdy z nich użyto dla stworzenia przewagi na torze. I Mercedes mógł wiele, ale mocarna 155 2.5 V6 zniszczyła. Alfa Romeo była mistrzem, a Larini z kolei został… też mistrzem.

Ból dupy w Niemcach był silny, więc do następnego sezonu miała być nowa maszyna. Nie ewolucja starej, tylko wersja nowo przedstawnionej Klasy C generacji W202. Stalowa rama z drogowego auta została ucięta przed samą kabiną. Wstawiono tam ramę pomocniczą na silnik i podwójne wahacze ze sprężynami na drążkach i amortyzatorem. Zawieszenie z tyłu to już wogóle był kombajn z drążków, sprężyn i amortyzatorów. FIA Class 1 na dużo pozwalał i auto było wyposażone w ABS dla wentylowanych tarcz hamulców i kontrolę trakcji.

Cztery cylindry to było mało, więc teraz pod maskę trafiło nówka-sztuka V6 kalibru 2.5 litra. To była swobodna wariacja na temat 4.2 V8 już w ofercie dla modeli E420 i S420 – zachowano m.in. kąt rozwarcia 90 stopni. Podwójny rozrząd nad głowicą i 4 zawory na cylinder – a silnik ważył jedynie 110 kilo. To je amelinum. 6-stopniowa sekwencja leżała z tyłu pomagając na rozkład masy, a silnik wysyłał do niej wesołą gromadkę 400 koników skierowanych w stronę tylnej osi. A dlaczego tylnej? Dokładnie – żadna drogowa wersja C-Klasy nie miała w opcji 4×4, więc W202 DTM musiało jeździć z napędem na tył. Homologacja tego wymagała.

FIA Class 1 bardziej radośnie niż Grupa A przyjmowała również modyfikacje aero. Zasada była jedna: wszystko oprócz tylnego spojlera ma być na wysokości kół – a co tam masz… to już mnie nie obchodzi. Co ludzie wtedy robili ze zderzakami i progami, to świat nie widział! Wszystkie elementy były z lekkich włókien, więc całe panele nadwozia zwykłej C-Klasy wyjebano i wstawiono carbonowe.

Jak świat zobaczył co za show się w Germanowni dzieje, jakie tam furmanki jeżdżą, to do sezonu ’95 zgłosili swoje zawody ITCS – 6 rund po 2 eventy każda – co dodano do kalendarza DTM (które już przedtem również miało 6 rund po 2 wyścigi). Tak Alfa, jak i Mercedes dalej pracowali nad swoją maszynerią i niemieckie silniki wskakiwały już w pułap 440 koni mechanicznych na Sasin kwadratowy a kapitan takiego statku mógł od teraz zmieniać przełożenia manetkami przy kierownicy. Włosi przedobrzyli z elektroniką i ich auto potrafiło się wysypać. Dzięki temu Bernd Schneider przez większość czasu dominował i tak odbił tytuł w DTMie, jak i zdobył mistrza ITCS.

W 1996 oba formaty połączono i powstało ITC a FIA już liczyło hajsy z transmisji i kontraktów. V6 od Mercedesa wtedy już kręciło 500 koni ale rywale też mogli bez wstydu pokazać bydlaka. Manuel Reuter w otwarciu sezonu wywalczył pierwsze zwycięstwo dla modelu Calibra DTM 4×4. Ten sezon odznaczał się najbardziej bezlitosną walką w Klasie 1 i każdy z rywali miał na swoim koncie kilka pierwszych miejsc. Obrońca tytułu, Schneider był najlepszy 4 razy (z 26 wyścigów) ale Reuter stał wyżej w tabeli – mimo zaledwie 3 zwycięstw.

Emocji na torze nie było końca ale producenci nie mieli powodów do radości, bo FIA ostro leciała w chuja. Promocji właściwie nie było – a seria była groźnym rywalem w oglądalności dla F1 – i pewnie właśnie dlatego. Starty ledwie się zwracały w pieniądzu. Alfa i Opel już mieli tego dosyć i się wycofali. Czar aut turystycznych – mimo, że krótki a fascynujący – prysł, jak PiSowska bańka o nadwyżce w budżecie. C-Klasa dominowała przez większość 2 sezonów i zasłużyła tym samym na 3 z 5 tytułów do wygrania w czasie jej kariery. W roku 2000 przywrócono serię DTM – już bez przewodnictwa FIA – i Mercedes, bez zaciśniętych rąk na karku, jest w tym formacie dominatorem.

ZDJĘCIA: favcars.com | wheelsage.org | ultimatecarpage.com
ARTYKUŁ: ultimatecarpage.com
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

Więcej zdjęć: