1983 – Toyota Celica TA64 Twin-Cam Turbo Group B

W latach 1983-1986 WRC wdrożyło regulacje Grupy B – i to były najlepsze lata motorsportu. Wtedy właśnie przyszedł na świat Król Afryki – zwany tak ze względu na bezapelacyjny pogrom, jaki siał na Safari i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Auto powstało jeszcze w zgodzie ze starą szkołą – z napędem na tył, więc z biegiem czasu musiało być zdetronizowane przez Audi Quattro, ale chińczyki też mieli parę asów w rękawie.

Te same zasady dla każdego – 200 sztuk pojazdu w sprzedaży, więc Toyota we współpracy z TTE (Toyota Team Europe) opracowała 200 fur na drogę, 20 wersji evo do rajdów i nowy – w kurwę dopakowany silnik. Niektórzy już poszli w 4×4, ale nie Toyota. Celica Twin-Cam Turbo była ostatnim pojazdem rajdowym, z napędem na jedną oś, japońskiego producenta – i to najmocniejszym tylno-napędowcem jaki kiedykolwiek się ścigał w rajdach, generując do 380 koni z silnika 2.1. Idea była podobna do Silvii 240RS, ale Celica była dużo lepiej wykonana i twardsza od Nissana – nie wspominając już o turbie. Kiedy trzeba było – jak np. we Finlandii – auto potrafiło generować 380 koni mocy. Zwykle jednak nie znęcano się tak nad silnikem, i skręcano go do 330.

Debiut miał miejsce na Rajdzie Tysiąca Jezior w 1983, gdzie Juha Kankkunen zajął 6-te miejsce. Cała ta kupa mocy ogarniana była wyłącznie przez tylną oś, co… no mogło stanowić problem na szutrze w rywalizacji z Audi. Asfalt również nie był łatwizną, bo 037 było mniejsze i zwinniejsze – zaleta silnika centralnie. Czy był jeszcze więc sens konstruowania takich aut? Czy można było się ścigać tylnonapędową Toyotą? A można – jak najbardziej, jeszcze jak! – powiedziałby pewien polski celebryta. Stara szkoła budowania rajdówek miała tę zaletę, że na takim aucie można było polegać, bo było nie do zaebania. Twarde i niezawodne – a więc liczyło się podczas najtrudniejszych eventów na wytrzymałość. Nowe trendy z 4×4 mocno pod tym względem kulały, i właśnie Bjorn Waldegard dojechał jako pierwszy w Wybrzeżu Kości Słoniowej w ’84. Tak oto Toyota, wystawiając wybitnie mocną i niezawodną Celikę, zgarnęła wszystkie Rajdy Safari i WKS, a ich passa została przerwana dopiero po usunięciu Grupy B i zastąpieniu jej zasad tymi z Grupy A. Bjorn Waldegard, Juha Kankkunen i Per Eklund tak zdominowali ten rodzaj rajdów, że ich auto absolutnie zasłużenie zyskało miano Króla Afryki.

Celica była tak świetnie ogarniętym projektem, że nikt z inżynierów nie ważył się rozpoczynać prac nad wersją evo – nikt nie chciał tego dotykać, żeby przypadkiem czegoś nie spierdolić. W cztery lata kariery tego modelu zmieniano tylko hamulce, a to i tak nie był standard, tylko bardziej „variant option”. Chińczyki mówili „jak działa, to niech działa”. Mieli rację. To podejście doskonale opisuje ich pojazd – skoro zapierdala, to na chuj w tym mieszać?!

Salonen napiżdżał w 240RS, a Juha Kankkunen Toyotą – i obaj trafili na następny sezon do Peugeota. T16 to było bydle, więc dwóch utalentowanych kierowców w OP aucie – mocnym, małym, zwinnym, z napędem 4×4 i silnikiem centralnie… tego nie dało się spierdolić. Kankkunen został mistrzem, a do Peugeota tytuł trafił już drugi raz.

A Toyota? Koniec końców – nie mogła rywalizować bezpośrednio z napędzanymi na wszystkie koła potworami. Pozostaje jednak jednym z najbardziej udanych aut z napędem na jedną oś – ustępując tylko 037, które było przecież specjalnie zbudowanym do Grupy B projektem z silnikiem centralnie. Na sezon 1987 Japończycy mieli wystawić model MR2 4×4… los chciał inaczej i zarówno Grupę B, jak i Grupę S zamknięto, co oznaczało koniec zarówno TCT, jak i MR2 222D. Ale „w naturze nic nie ginie” i doświadczenie zyskane przy pracy nad TA64 przenosiło się na nowy projekt ściganta z napędem na 4 koła, zdolnego dowieźć 3 korony w klasyfikacji konstruktorów i 4 tytuły mistrza świata WRC w klasyfikacji kierowców.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: ultimatecarpage.com | tech-racingcars.wikidot.com | http://www.juwra.com | blog.toyota.co.uk | rallygroupbshrine.org

1987 – Lancia Delta HF Integrale Group A

Nie dość, że Grupę B zamknięto z dnia na dzień, planowana Grupa S również się zawinęła. Od 1987 można było się ścigać w WRC przy użyciu pojazdów z Grupy A. Lancia zmasakrowała Grupę B, i była najlepiej przygotowana do nowych rozgrywek. W Turynie zaprezentowano Deltę HF 4WD z 2-litrową turbodoładowaną jednostką i napędem na wszystkie koła. Samochód oczywiście spełniał wszelkie restrykcje i był najlepszą maszyną w swej klasie.

Pracą nad tym pojazdem, tak samo jak Deltą S4 z Grupy B, zajmował się wydział specjalny Fiata – Abarth. S4 można było zaprojektować wprost do rajdów, ale w Grupie A trzeba się było ścigać pojazdem bazującym na drogowym odpowiedniku, więc auto zachowało swój kształt i wymiary, jak i wiele elementów wnętrza – to samo dotyczyło rozmiaru kół. Wnętrze rozebrano, gdzie tylko było można, i wsadzono klatkę bezpieczeństwa. Silnik, pochodzący z seryjnej Delty, był z żelaza i aluminium, z podwójnymi wałkami rozrządu i dwoma zaworami na cylinder. Do tego turbosprężarka – i tak się rodzi 240 koni. W 1989 już było to 295 koni, a przecież 5-biegowa skrzynia przenosiła to wszystko na 4 koła.

Samochód wykończony był w barwach teamu Martini, i wszystkie 3 sztuki wystartowały w Monte Carlo – pierwszym wyścigu sezonu – a do tego Delty można było zobaczyć u kierowców prwatnych teamów, takich jak Jolly Club. Miki Biasion wygrał, a Juha Kankkunen był drugi – i tak się rozpoczęła seria zwycięstw. Razem Delty triumfowały 9-krotnie w 13 wyścigach, a Lancia wygrała tytuł z Kankkunenem na pierwszym miejscu (z sumą 100 punktów), drugim Biasionem (94) oraz trzecim Markku Alenem (88), i 18 punktami przewagi nad miejscem czwartym.

Pojazd ten wygrał jeszcze dwukrotnie na początku sezonu ’88, aż zastąpiła go Delta HF Integrale, bazująca na nowej wersji Delty dla cywili. Była szersza, z większymi kołami i hamulcami, oraz napędem 4×4 w nowszej wersji. Biasion prowadził taki pojazd w jego debiucie, i oczywiście wygrał… i Rajd Safari też… jak również ukończył całe mistrzostwa na pierwszym miejscu, i zapewnił Lancii kolejny tytuł.

W 1989 w końcu wyłonił się godny rywal w postaci Toyoty Celiki GT-Four ST165, ale Delta HF Integrale dalej rozpierdalała. W San Remo zadebiutowało Integrale 16V, z ponad 300 konia, w których używano 5- i 6-biegowych skrzyń. Biasion zdobył tytuł ponownie, ale rok później już Sainz pokazał, że solidna jazda cały sezon oraz dobry samochód (Toyota Celica), i Deltę jednak da się pokonać. Lancia tego roku wygrała „tylko” 5 razy, ale już następny sezon znów należał do Kankkunena i Włochów.

Przyszedł też czas na wersję Evo i dalsze sukcesy. Jeszcze szerszy pojazd, z większymi kołami i hamulami. WINCYJ!!! Silnik generował 365 koni. Super Delta dominowała, wyciągając 8 zwycięstw i tytuł – ale to Sainz został mistrzem.

Po 1992 Martini się wycofało i Lancia Corse przestało się ścigać, i choć prywatne teamy jeszcze jeździły Deltami, to nie bardzo wygrywały. W 6 lat Delty z Grupy A zwyciężały 46 razy ,a Lancia skończyła z 6-cioma tytułami konstruktorów. Dlatego Lancia była najbardziej udanym samochodem rajdowym, jaki kiedykolwiek powstał.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: favcars.com | wheelsage.org | ultimatecarpage.com

1985 – Lancia Delta S4 Group B

Po chujowych latach siedemdziesiątych i kryzysie paliwowym, świat motorsportu znów wystartował się na pełnej kurwie. Skok technologiczny pozwolił zaprezentować totalnie popierdolone projekty. Z początkiem sezonu ’82, FIA przetasowała klasyfikacje, i tak powstały segmenty – od Grupy A dla pojazdów bardzo zbliżonych do ich produkcyjnych odpowiedników – do Grupy C, gdzie ścigały się prototypy. W WRC jeździły pojazdy z Grupy B, którą zastąpiono wcześniejszą Group 4.

Lancia lata przedtem dominowała już z Fulvią i Stratosem, więc i na te zmiany kutasy im postawały, i ogłoszono powrót do rajdów. Regulamin wymagał 200 sztuk pojazdu, a wybierać było w czym, gdyż przewidziano 4 segmanty pojemnościowe. Lancia wzięła sobie zasady do serca i zaprojektowała pojazd rajdowy od podstaw, wraz z liczbą 200 sztuk dla biedaków.

Włosi wiedzieli co robią – doświadczeni Stratosem wygrywającym w rajdach i Betą Montecarlo wypuszczaną na tor, w 037 silnik umieścili centralnie. 2-litrowy motor wyciągnięto z Fiata Abarth 131 i podpięto mu kompresor. Włosi uważali, że Audi przekombinowało trochę z quattro, i przenieśli napęd 037 wyłącznie na tył. Geniusz tkwił w prostocie – skrzynię biegów w Lancii dało się wymienić w 12 minut. W zwinności nie miała sobie równych, i mimo braku 4×4 oraz niedoborów mocy z racji zasilania kompresorem, 037 w okresie ’82-’85 wygrywało na tyle często, aby w 1983 wyciągnąć tytuł mistrzowski.

Podczas, gdy 037 jeździło w rajdach i Audi z Peugeotem ugrywali co mogli, Lancia miała już w planach prawdziwą bombę. Marketingowcy podpięli nowy projekt pod świeżutką Deltę kreski Giugiaro – ale tu podobieństwa się kończą. Każda część była nowa – tylko dla tego modelu, znów banalne w wymianie, choć ta prostota trochę ucierpiała, bo jednak Delta S4 była napędzana już na 4 koła.

Czterocylindrowe 1.8 – całe z amelinum – było najbardziej zaawansowaną jednostką swego czasu, i dmuchała do niej zarówno turbina, jak i kompresor. To wyrzygiwało moment obrotowy już od niskich zakresów, a 500 koni osiągało przy 8400rpm. Może nie wygląda to na tle pojazdów z F1, ale taki silnik odpalał od razu w każdym mrozie, i mógł nakurwiać dzień i noc bez względu na warunki. Silnik montowano wzdłużnie za siedzeniem pasażera, w stalowym podwoziu. Skrzynia była z przodu, dzięki czemu środek ciężkości znajdował się między osiami.

Początkowo coś nie pykło z napędem na wszystkie koła, więc premierę nowego pojazdu przełożono na sam koniec sezonu. Markku Alen musiał się wycofać z Rajdu Portugali, bo samochód mu się zesrał. Tak debiut przypadł na ostatni wyścig – RAC Rally of Great Britain. Wszystko musiało już śmigać, bo Henri Toivonen był pierwszy, a Markku Alen drugi – z ledwie minutą straty.

W 1986 Toivonen znów zniszczył otwierając sezon pierwszym miejscem w Monte Carlo, mimo że swój pojazd totalnie zeszmacił między dwoma OSami. Mechanicy w mniej niż 30 minut naprawili jego furę wycinając zniszczone elementy i instalując nowe. Potem Rajd Szwecji i znów S4 nie daje się złapać – choć tym razem maszyna zawiodła Toivonena, Alen dojechał jako drugi. Po Szwecji w Grupie B się zesrało, a już w Lancii po całości. Już pierwszego dnia Rajdu Portugalii, Joaquim Santos wykurwił Fordem RS200 w publikę, zabijając 3 i kilkadziesiąt posyłając do szpitala. Oczywiście rajd odwołano a FIA skasowało plany Grupy S mającej się rozpocząć w 1987. Miały tam się ścigać jeszcze bardziej popierdolone samochody, z tylko 10-ma miejskimi odpowiednikami. Do tego podczas Tour de Corse zginął Toivonen. Po tym Grupa B się zawinęła i Audi zabrało swoje zabawki, jak FIA ogłosiła, że od tamtej pory w WRC miały się ścigać bieda pojazdy z Grupy A.

Prace nad nową Deltą S4 jeszcze na dobre się nie zakończyły, a Lancia już łapała podnietę na samą myśl o Grupie S. Co ciekawe, sama idea Grupy S poleciała do kosza, ale inżynierzy z Lancii nie przestawali pracować. Po pewnym czasie światu pokazano Experimental Composite Vehicle – Lancię Deltę ECV. Wyglądała jak S4, ale miała w-chuj-zaawansowane podwozie z kompozytów węglowych. Zasilała ją jednostka z 4 cylindrami i 2 turbinami, wypluwająca 600 koni (choć sama Grupa S miała być ograniczona do 300). Niestety nikt się tym nigdy nie ścigał, a Lancia – w zgodzie z regulaminami – wyprodukowała kolejną rajdówkę na obraz i podobieństwo zwykłej Delty dla plebsu, z silnikiem poprzecznie z przodu i, choć wyposażonym w turbo, to wyciągającym ledwie 265 koni. Każda wersja Delty HF Integrale miażdżyła w WRC przez lata – zarówno na asfalcie jak i szutrze.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: favcars.com | wheelsage.org | ultimatecarpage.com

1988 – Audi 200 R4 Quattro Trans-Am

Smak zwycięstwa w Pikes Peak w latach ’86 i ’87 w Sport Quattro S1 tylko rozbudził ambicje amerykańskiej sekcji Audi. Postawiono na mistrzostwa serii Trans-Am, co wymagało od Audi pojazdu zdolnego przypieczętować pozycję napędu quattro, który dawał przewagę nie tylko na ograniczonych w trakcję rajdach szutrowych, ale również miażdżył rywali na torze.

Do projektu stanęło 200 Quattro, zwane przez swojaków R4. Mimo zasad serii Trans-Am pozwalających na wiele, pojazd musiał zachować seryjną karoserię wraz z układem zawieszenia. Dla bezpieczeństwa dospawano klatkę bezpieczeństwa, co poprawiło również sztywność pojazdu. Geometria zawieszenia została przetasowana w taki sposób, by to zapierdalało.

Silnik musiał bazować na seryjnej jednostce, aby w ogóle mógł wystąpić w wyścigach, więc Audi wybrało rzędową 5-tkę z turbo i pojedynczym wałkiem rozrządu. Zmieniono wał korbowy na aluminiowy, nowe większe zawory i dodano drugą pompę paliwa – i to wystarczyło! Turbo dmuchało około 3 barów do 2.1-litrowego silnika, co już od samego startu sezonu razem wypluwało 510 koni mechanicznych.

Reszta napędu razem ze skrzynią pochodziła z poprzednich rajdówek Quattro – ale SCCA nie pozwalała na 6 biegów, więc Audi jeździło z jednym pustym przełożeniem. Perełką w całym dziele był oczywiście napęd quattro. Składał się on między innymi z układu Torsena oraz osobnego dyferencjału na obu osiach.

Niemcy wyposażyli pojazd w, wywodzące się z wersji produkcyjnych, podwozie z karoserią wzmacnianą włóknem szklanym, które raczej nie przypominało seryjnej 200-tki. Prawie 5 metrów długości i ponad 2 szerokości, stanowiło największy pojazd wyścigowy Audi, jaki powstał do tej pory. Dla poprawienia rozkładu masy przesunięto fotel kierowcy 40 cm do tyłu.

Do pracy nad pojazdami, Audi skorzystało z pomocy Boba Tulliusa i jego teamu Group 44 – doświadczonych z pracy z Jaguarem. Tullius posadził za kierownicą Hurleya Haywooda a, kiedy mógł, drugim kierowcą zostawał Hans Joachim Stuck, ale czasem nie mógł, to godnie zastępował go Walter Rohrl – gwiazda Rajdowych Mistrzostw Świata. I choć pierwszy start na torze dał Haywoodowi „tylko” drugie miejsce, to następny już Audi wygrało. W sumie Haywood, Stuck i Rohrl wygrali 8 z 13 wyścigów. Audi zdobyło tytuł mimo gorszej końcówki sezonu.

Zdolność 200 Quattro do miażdżenia konkurencji nie spodobała się kolegom, i w międzyczasie SCCA próbowało przykrócić to rumakowanie. Najpierw podnieśli wagę pojazdów z 1,1 do 1,2 tony, potem przyczepili się dopływu powietrza. Wszystko chuj, bo Rohrl w ostatnich zawodach – w pojeździe w swej najgorszej konfiguracji – wygrał wyścig z najszybszym okrążeniem.

SCCA, pod presją Amerykanów, zakazała napędów na wszystkie koła od sezonu ’89. Niemcy na to powiedzieli „to ja to pierdolę”, i przenieśli się do konkurencyjnej serii IMSA GT Championship z jeszcze bardziej dojebanym Audi 90 Quattro IMSA-GTO. Dla pierwszego typowo torowego pojazdu Audi oznaczało to koniec po pierwszym sezonie, ale po 8 zwycięstwach na 13 – i zakazaniu takich pojazdów od razu po ich pokazaniu – Audi udowodniło swoje racje w tym temacie. Quattro rządzi.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: favcars.com | wheelsage.org | ultimatecarpage.com

1975 – BMW E9 3.0 CSL IMSA Group 2

Rozpoczęte we wczesnych latach ’60-tych wyścigi w klasyfikacji aut turystycznych szybko podbiły serca zarówno fanów jak i producentów. Doskonała okazja do pokazania swych muskułów na torze, a dla kibiców do oglądania samochodów w krwiożerczej walce o pozycję. Zaczęło się od czterodrzwiowych sedanów jak Alfa Romeo Giulia, czy Ford Cortina – ale ciągle zmieniane przepisy dopuściły dwudrzwiowe Alfy Romeo GTA i BMW 2002. Zostało tylko zrobić 1000 egzemplarzy pojazdów z homologacją. Pod koniec dekady Alfa dominowała w ETCC, ale w cieniu Włochów trwała rywalizacja między Fordem a BMW – walka, która ukształtuje te rozgrywki na lata do przodu.

Ale zacznijmy od początku – co było samochodem „turystycznym”? Porsche chciało homologować 911 ale miało za mało miejca na tylnych siedzeniach. Podobnie ciasne z tyłu Alfy Giulie czy BMW 2800 CS zostały jednak zaakceptowane a Porsche nie pomogła również homologacja do GT, którą 911-stka już posiadała. Właściwie jeśli auto miało wystarczająco dużo miejsca z tyłu i zostało wyprodukowane w określonej liczbie egzemplarzy drogowych, to mogło jeździć jako „touring”. Żeby wyrównać szanse między zróżnicowaną stawką, klasyfikowano uczestników względem wagi, więc mniejsze auta mogły się bez stresu ścigać z dużymi. Co sezon wprowadzano zmiany w klasach i homologacjach, a jedną z najważniejszych było dopuszczenie dużych przeróbek, jeśli dana część została wypuszczona na rynek w ilości 100 sztuk.

W czasie powstania wyścigów klasy turystycznej, BMW odwróciło się od dużych i drogich w produkcji ośmiocylindrowych sedanów – na rzecz mniejszych i, co najważniejsze, dużo tańszych cztero- oraz sześciocylindrowych pojazdów. To znaczy… nie były one tanie, ale pozwoliły dotrzeć do kompletnie nowej klienteli. Same silniki były bardziej odpowiednie do wyścigów, i już od 1964 Niemce jeździły w ETCC. Obok samych rozgrywek, BMW skupiało się na produkcji tych samych silników dla pojazdów jednoosobowych i sportowych prototypów. W końcu również do głosu mogła dojść firma Alpina, wspierająca rodzimą markę, która wystartowała swoją drużynę w tej klasie wyścigów. Po suchych latach ’50-tych, kierowcy BMW poczuli smak zwycięstwa, a później to już po prostu siali rozpiedol w całej Europie.

Europejski oddział Forda wysłał prosto z fabryki w Kolonii najnowszy model Capri Coupe, aby w 1970 uczestniczył w ETCC. Konstrukcja łączyła niewielką wagę oraz mocną sześciocylindrową jednostkę. Jak to Alpina zobaczyła, to zaraz pokazała iście rajdową wersję BMW 2800 CS. 3 bydlackie gaźniki Webera, 3 litry V6 wrzeszczący 300-ma końmi mechanicznymi mocy – i to nie było w stanie dogonić Forda. Niemcy dokonali takich zmian w konstrukcji, że potrzebowali nowej homologacji. Projekt odchudzono, gaźniki zastąpiono wtryskiem paliwa Kugelfischer, co podkręciło moc już do 335 koni i Alpina mogła wiele, ale wyprodukowanie 1000 sztuk dla plebsu już było ponad ich siły. Dlatego, aby uzyskać homologację, to BMW wzięła na siebie cały projekt i produkcję – inaczej w ogóle nie mogliby walczyć z Fordem.

Aby wyeliminować ryzyko porażki, BMW przeciągnęło na swoją stronę Dyrektora Wyścigowego Forda Jochena Neerpascha, a ten założył – teraz już legendarny – BMW Motorsport Department. Zmiany dokonywano na najnowszym 3.0 CSi – tak, pod wodzą BMW Motorsport, powstało 3.0 CSL (Coupe Sport Leicht / Coupe Sport Lightweight). Wszystkie zbędne rzeczy usunięto. Maska, bagażnik i drzwi z amelinum – tego nie pomaluje. Plebs miał najpierw 180 koni mocy z 3 litrów, ale od 1973 CSL był wyposażany w jeszcze mocniejszą 3.2-litrową jednostkę. Dzisiaj kojarzymy ten model z ospojlerowania przypominającego batmobil, ale żaden pojazd cywilny nigdy nie stał obok takich spojlerów. Na torze konieczne – na drodze nielegalne. Jednak, gdy właściciel kupił taki pojazd i – po dotarciu ze salonu do domu – otworzył bagażnik: znalazł tam instrukcje jak w 8 krokach przekształcić zwykłe BMW w jebany batmobil.

Rajdowe CSL było gotowe do boju w 1973 roku. Już po rozpoczęciu sezonu pojemność silnika podniesiono z 3.2 do 3.5 litra a 4-biegową skrzynię zastąpiono 5-biegowym Getragiem. W porównaniu do projektu Alpiny, rezultat wynosił 75 koni więcej, przy ponad 150 kg lżejszym pojeździe. Auto z oznaczeniami Teamu BMW, w barwach dzisiejszych M wersji oraz Alpiny i Schnitzera, podjęło epicką walkę z Fordem Capri. Na koniec wygrał Toine Hezemans w 3.0 CSL a BMW sięgnęło po mistrzostwo konstruktorów. Pokazowo odbyły się przejazdy kierowców F1: Laudy, Hunta, Stucka i Amona.

Minęła zima, więc tak Ford, jak i BMW wykorzystało okazję do dokonania zmian w swoich rajdówkach – wszystko w zgodzie z zasadą 100 egzemplarzy dla części. Podwójne wałki rozrządu, 4 zawory na cylinder i wzrost mocy do (lekkim chujem licząc) 400 koni. Do tego Ford pozmieniał aerodynamikę, żeby sprostać dociskowi BMW. Globalny kryzys paliwowy osiągnął kolejny level, co miało odzwierciedlenie w wyścigach – do pierwszego startu w 1974 roku przystąpiło dużo mniej pojazdów. Ford i BMW sobie odpuścili, aby mierzyć długość fiuta w drugim wyścigu – z najnowszym sprzętem w najlepszej konfiguracji. Ford trochę poświęcił niezawodność pojazdu na rzecz osiągów, ale to BMW dojebało na Nurburgringu, kiedy to 10 na 10 wystawionych CSLek nie dojechało do mety i Ford Escort Zakspeed nie miał rywala w walce o pierwsze miejsce. Po tym wyścigu BMW chuj na to położyło i wycofało się z rozgrywek, a mistrzem został Hans Heyer w Fordzie.

Z końcem sezonu Ford wziął przykład, i w 1975 zostawił ETCC dla prywatnych teamów. 24 zaworowe CSLki dalej jeździły dla Schnitzera, czy Alpiny – ta nawet zwyciężała w klasyfikacji kierowców… nie mniej… sezon 1975 obnażył jak szybko w rok całe mistrzostwa mogą się wykrzaczyć. Tnąc koszta w 1976 zmieniono zasady homologacji pojazdów, i 4 zawory na cylinder już są „be”, duże spoilery już „be”. Już nic, kurwa, nie wolno. Wyposażone w 3.2-litrowy silnik i 4-biegową skrzynię, ostatnie CSLki aż do końca dekady stawiały czoła – nawet najnowszej generacji rajdówkom. 24-zaworowe samochody pojechały do USA, i tam dostały homologację Grupy 4 oraz 5 do walki w popularnych zawodach IMSA GTO.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: favcars.com | wheelsage.org | ultimatecarpage.com