1973 – Austin Allegro ADO67

A oto i symbol wszystkiego co najgorsze w angielskiej motoryzacji. Kreatura poczęta w pierwszej połowie lat ’70-tych miała uratować rodzimy auto biznes. W wielkich ilościach zalewać rynek motoryzacyjny. Być obrazem ówczesnej Brytanii, autem największego ich koncernu, dostępnym dla każdej rodziny na wyspach. No raczej nie sądzę…

Te konstrukcje puszczały wodę jak sito – ciekło z tego w każdym możliwym miejscu, a w nocy słychać jak gnije to w garażu. Biegi chodziły gorzej jak w Tarpanie. A spróbuj podeprzeć podnośnik o milimetr nie w tej pozycji, co nakazał producent! Przy źle podpartym podnośniku tylna szyba całkiem wypadała z auta (a drzwi już byś wtedy nie otworzył za chuj). Jak się łączy jedno z drugim – nie wiem. Dość powiedzieć, że koło kierownicy – uwaga, hit – było kwadratowe. Mnie nie pytajcie. Ja tu tylko sprzątam.

Austin rywalizował bezpośrednio z Chevette, Golfem i Escortem, a nie mogli wyjść z czymś takim do ludzi. To się oczywiście nie mogło udać, więc już w 2 lata poprawiono modele Allegro. W 1975 w obieg weszły auta nazywane „Allegro 2”, ale to było to samo, tylko… nie powiem, że zrobione porządnie – ale przynajmniej dopracowane. Po pierwsze pozbyto się… chciałem powiedzieć „koła kierownicy” – ale sami wiecie… Nowa kierownica już naprawdę była okrągła. Przedni grill również uległ drobnej zmianie, ale poza tym – modyfikacje były niedostrzegalne. Za to osiągi? Niedostrzegalne. Nijak nie można było konkurować ani z Golfem, ani z Fordem. A do walki dołączyły nowe Astry i Kadetty. Escort przypudrował nosek i miał w swej ofercie spory zastrzyk technologii… A na Austiny dalej mówiono „gówno” xD Serio – nie robię was teraz w chuja. Austin należał do British Motor Corporation i auta wczesnych lat ’60 to była taka padaka (może niedługo o tym okresie opowiem przy okazji innego autka), gdzie najtańszym kosztem puszczano identyczny produkt pod różnym szyldem – a każdy chujowy i okrutnie nieaktrakcyjny – że w Anglii na Austiny mówiono „latające świnie”, a na te w kolorze brązowym: „sraka”.

BMC było wtedy czwartym największym producentem na świecie i trudno uwierzyć, że ktoś poza Sasinem mógłby coś tak spierdolić. Auto miało dobry layout: było małym hatchbackiem z napędem na przód – u początku boomu na hot-hatche. Miało zastąpić najbardziej popularny i najbliższy sercu Anglików model 1300 – dzieło Issigonisa – auto, które sprzedawało się po wojnie w największej ilości egzemplarzy. Pracy dokonywali nawet na tej samej platformie! Mieli do dyspozycji nowy silnik, którego produkcję rozpoczęto dosłownie moment wcześniej. I pierwszy projekt nawet wyglądał futurystycznie, z nisko przechodzącą linią maski – taki w kształcie klina. Ale British Leyland chciał koniecznie użyć również i przestarzałych silników z Austina 1300 – a w ogóle to nawpychać tam jak najwięcej starej technologii, która im się po kątach jeszcze walała. Starym motorom zmniejszono pojemność a i tak nie mieściły się pod maską… i tak linie auta napuchły do tego, co możemy zobaczyć na obrazkach. To była stuprocentowa sytuacja (w gejowskim żargonie) i to na pustą bramkę – a i tak przestrzelił. Dzisiaj Austin – jeśli ktoś o tej marce w ogóle jeszcze pamięta – wzbudza tylko uśmiech pożałowania.

Z czasem wyjechały wersje, które miały atakować segment aut luksusowych – no cyrk na kółkach. Zmieniono atrapę chłodnicy, dodano znaczki, że “Vanden Plas”… kino za darmo, ale żal na to było patrzeć, bo to dalej niczym się nie różniło od poprzednika. Do „sportowych” wariantów Equipe domalowano pomarańczowe pasy, że niby szybkie. Ot, zmiany… Napęd był oczywiście przedni. Stylizacja – nieciekawa. A auto chujowe. Nijak nie mogło zawojować rynku. Nie przemawiało za nim NIC kompletnie. Ani praktyczne, ani ładne to, ani zwinne. Dekadę zajęło doprowadzanie tego gówna do ładu i ostatnie egzemplarze z roku 1983 były nawet znośne. Były jednak też: ostatnie. Po dziesięciu latach zawinięto ten cyrk w pizdu i Austin odeszedł w zapomnienie.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: wheelsage.org | autozine.org | ultimatecarpage.com | wikipedia.org | autoexpress.co.uk | aronline.co.uk | thetruthaboutcars.com | mikebrewermotoring.com | M Buckley – The Complete Illustrated Encyclopedia of Classic Cars | drives.today | adrianflux.co.uk | IG: 499luigi, shawcross_car_photography, tor.automotive, classicsbychance, carsyourparentsowned, cornishcarspots, cardesignarchives, thecararchives, tommorley82, murphy__93, autodeayercl, classic_carpics, petrol_boyz, tkroonczt, classicsworlduk, peugeot304, spottedmotors, theworldisyourlobster, the_marquis__, ohsoretroevents, jagalfa

1924 – Alfa Romeo Tipo P2 8C/2000

ConfigurationDisplacementPowerAccelerationTop Speed
Straight 8
Supercharged
2.0 L134 BHP224 km/h
139 MPH

The first steps in motorsport – it was a disaster. ALFA had nothing to back their efforts, so they copied FIAT’s solutions, as FIAT’s 6-cyl worked all the time, every time. Problem was, when ALFA got those engines and finished their vehicles, FIAT already had 8-cylinder in a straight layout, that demolished all the new ALFAs easily. ALFA had also seen a tragic event, when one of their drivers had to be packed in a bag. All the others withdrew from that race. Some of them never came back on the track. Young Enzo Ferrari was sent to negotiate with the head FIAT thinker – Vittorio Jano. Jano agreed to join ALFA immediately, and not longer than a week after, his family was already living in Milan.

He was first tasked with redesigning their P1 racer into a usable piece of machinery. Before he changed teams, he had a good project in his mind. It was an Inline 8-cyl twin cam. He made a lot of changes to it, to refine the motor, as the 1923 season revealed its issues. Instead of 2 4-cylinder blocks, he used 4 blocks of 2 cylinders each. Cast iron, much more simple and largely solid. The crankshaft of that thing required 10 bearings per cam – and it was a twin cam – so it wasn’t cheap to build, but its reliability was unmatched. Jano increased the valve angles, and put the downdraught carburetor in behind the supercharger. 2 valves per cyl it had in a DOHC layout. 134 bhp from a Roots supercharged unit. A 4-speed was installed within a sheet-steel frame. Semi-elliptic leaf front suspension was nothing new. The rear – the whole back was narrowing very low, and it was standing on springs linked to the body frame. The car body variants were those of a longer, aerodynamic rear end – and one shortened, which offered more stability in corners. The drivers could choose what to drive. It was that time, when the cloverleaf first appeared on the engine covers – and the ‚quadrifoglio’ will stay with Alfa Romeo forever.

Jano used old 6-cyl to juxtapose them with the new engines. He experimented on supercharging and it helped him refine his 8-cyl, 2-litre supercharged P2 racer. And it was a secret project, really. When shown to public, the opposition was shocked. Ascari dominated its first outing in 1924, and he won the race with avg. speed of almost 100 mph. Campari was in the lead when he pierced his tire. If not for that, Alfa Romeo would have had a one-two in their second race. The best that day was E. Ferrari behind the wheel of an Alfa R/L. The next event in the calendar was the French Grand Prix, so the stake was enormous…

It was a long race on the streets of Lyon – 810 km on public roads. All big figures were present: Delage, Fiat or Bugatti. None could counter Alfa Romeo. Their drivers were outrageously fast. Both Campari and Ascari – they had such a lead, that they delivered first position with no stress at all. Ascari set the tempo for the entire race, but his block cracked at the end, so he had to retire. The other P2 had no problem reaching the finish line in triumph and glory. The France trophy goes to Italy. Italian Grand Prix was next. It was a Monza race, where after 80 laps, P2 drivers landed on first 4 positions, with almost an hour lead over their closest rival.

3 Alfas show up at the start of the Spa race. It was the Grand Prix Europa and Ascari, Campari with Gastone Brilli-Peri, were behind the wheel. Ascari set the fastest lap, and he won at the end. Second place on the podium was for Campari in the other Alfa Romeo. Their luck ends though, and with the next event: the Montlhéry race, Ascari loses his life in a crash. He was 37 years old – and a 4 times Grand Prix winner. A tremendous loss. Left a 7 year old son, who would become a double F1 World Champion, before he also dies a 36 years old – and as well on the 26th day of the month. Just like his father did. After the old Ascari is out – the whole team gives up and Delage comes to finish first.

Monza was the last race that year and Italians sent 3 drivers again. Pete DePaolo takes Ascari’s place. The American had just managed to come first at the Indy500, driving a Duesenberg. It was a good asset, but no match for the Alfa Romeo of Brilli-Peri. Well, he was the best that time, alright… He came first – 20 minutes before Campari in the second Alfa – who was 10 minutes in front of the third Bugatti. Alfa was higher in ranks than Duesenberg and won the series in the end. It was the first edition of the World Championships – which later would evolve into what we know now as F1 racing. Starting that year – all road going Alfa models will have their logo embraced in laurels. But the season ends with huge changes in race regulations. Even those didn’t end Alfa Corse domination. P2s would win 14 times in that decade – 14 times Great Grand Prix wins, and other major events like Targa Florio. And Jano didn’t really make any revolutionary change to their setup. The P1 failed race car lost good 100 kg, and in the guise of P2, it became a rival not to be treated lightly. One only Bugatti Type 35 could match in any way.

The P2 was the first Jano project – first of all his successful Alfa racers. Not only Grand Prix contenders, but also road-going sports cars. It was the best race car of its times. Alfa would be the fastest on every European race track, and its domination would end only in the ’50s – after they’ve managed to win F1 twice. P2 is the beginning of that beautiful story, and it sets the underpinnings for their future wins. A milestone in the world of motorsport. Jano Alfas were like art – and so was the P2. Just look at the engines of his architecture. They could rev to 6.5k RPM without a single problem ONE HUNDRED YEARS AGO! The engineers made them have specially designed valve springs, to limit the engine revolutions – without them, they could easily reach 9k.

One of the oldest car manufacturers Alfa is, but its legend starts with the P2 in the ’20s. 6 examples of that car will we built in that period, and at least two are running today. One sits in the Alfa Romeo museum – fully functional, race ready and in the Grand Prix winning configuration. Every inch is identical to original. The F1 World Champion, the 3 times Le Mans triumphant, Phil Hill had a chance to drive it in 1981, and he was impressed with the quality of the vehicle he’s been given. The other known example was the one Achille Varzi took to a Targa Florio win – flat grille variant. It had a spare tire mounted at the rear – and it has it now. You can witness it in Torino museum.

Krzysztof Wilk
All sources: ultimatecarpage.com | motor-car.net | wikipedia.org | supercars.net | alfaworkshop.co.uk | conceptcarz.com | museoalfaromeo.com | sportscardigest.com | wheelsage.org

1990 – Opel Lotus Omega / Vauxhall Lotus Carlton

GM przejął angielską markę Lotus w 1986, i w marcu 1989 prasa dotarła do informacji, że Opel podjął współpracę z Lotusem. Ich praca polegała na budowie dopakowanej wersji sedana Omega – i w dupie mieli mieć niemieckie ustalenia odnośnie sztucznych limitów prędkości w ich seryjnych autach. Nowy model miał po pierwsze: stawić czoła M5 – a po drugie: poprawić image Opla, osiągając wyniki w sportach motorowych.

Prace podjęto na generacji A modelu Omega. Ten wyposażono najpierw w większą turbosprężarkę, ale potem z tego rozwiązania zrezygnowano. Twin turbo było lepsze. W ogóle w zamiarze miała tam siedzieć seryjna jednostka z Omegi 3000 GSi 24v, ale 3.0 nie lubiło za bardzo manipulacji. Dlatego temat poruszono bardziej inwazyjnie. Motor rozwiercono do 3.6 litra, wymieniono tłoki i podłączono podwójne doładowanie. Ten pomysł również porzucono, bo turbosprężarka w połączeniu z kompresorem to wtedy jeszcze świeża technologia. Koniecznie jednak chciano się pozbyć turbodziury – naturalne rozwiązanie: dwie turbosprężarki. Zainstalowano więc dwa systemy Garrett T25 dmuchające 0.7 bara każdy, dając wspólnie ponad 550 Nm momentu obrotowego już przy 2k RPM, co do dziś jest jednym z najlepszych wyników dla tego zakresu mocy, i prawie 2x tyle co w ówczesnym M5. Motor był mocno wysilony, bo to ponad 100 koni z litra pojemności, ale Lotus specjalnie po to wzmocnił cały blok, żeby taką moc można było generować stabilnie. Zmniejszono współczynnik kompresji, bo już i tak na cylindrach było większe ciśnienie, i dano kute tłoki z nowym korbowodem. Już było dobrze – a do tego wszystko było sterowane zaawansowaną elektroniką – i wysyłało power do 6-stopniowej przekładni z Corvetty ZR-1, z tym że Corvetta nie miała takiego dopierdolenia, jakie było w Omedze. Taki zestaw w Oplu, to był hit, że ja pierdolę.

Zawieszenie z wahaczem skośnym już w oryginale było dobre, ale jeszcze je dostosowano dla większych osiągów. Z tyłu wprowadzono samopoziomujące rozwiązania z wielowahaczem z modelu Senator, dzięki czemu geometria się znacznie poprawiła – i całość utwardzono. Hamulce pochodziły wprost z motorsportu, i były to największe tarcze na kołach sedana – ever. Taką siłą hamowania Lotus wpierdalał niemiecką konkurencję jeszcze przed śniadaniem. W środku wstawiono fotele Recaro, sprzęt audio Blaupunkt – bardzo nowoczesny, jeden z lepszych w tym temacie – a całe wnętrze obszyto skórą. Jeśli chodzi o zmiany na zewnątrz, to Lotusa od zwykłego Opla odróżnić można było tylko detalami, jak venty na masce, oraz światła przeciwmgielne w zderzaku. Większe nadkola i szersze opony. Reszta to jeszcze mniej istotne szczegóły, które pozwolę sobie pominąć.

W latach ’70-tych Niemcy doszli do niepisanego – i dobrowolnego – porozumienia, że ich modele przeznaczone do użytku na drogach publicznych, nie będą przekraczały prędkości maksymalnej 250 km/h. To miała być prędkość, do niczego nikomu nie potrzebna, a i względnie bezpieczna – nie wspominając już o normach emisji spalin. Od 20 lat nad tym debatowano, ale do nieoficjalnej umowy słownej doszło w 1990 roku, podczas prezentacji Mercedesa 500E. Obecni wtedy byli przedstawiciele grup Audi, BMW i Mercedesa właśnie. Początkowo Lotus wzbudzał kontrowersje, bo Anglicy chuja kładli na niemieckie zachowania względem ich pojazdów. Te całe dywagacje na temat szybkich aut, to oczywiście była bzdura, bo po Autobahnach jeździły już Ferrari, Astony, czy Lamborghini – a żeby daleko nie szukać, to i Porsche – które większe prędkości robiły z palcem w nie powiem gdzie. Ale to nie jedyne kontrowersje, których przedmiotem była Omega…

W Anglii starano się zakazać produkcji tego modelu. To po serii niefortunnych zdarzeń… napadów – nazwijmy rzecz po imieniu. 26 października 1993 roku zgłoszono kradzież jednego z tych pojazdów w West Midlands. Sprawcy wpierdalali się autem przez witryny sklepów, i kradli wódę i fajki na łączny koszt 20k funtów. Policja nic z tym nie robiła, bo po prostu nie byli w stanie ich złapać – jak oni w 5 sekund do setki… I dopiero niedawno – gdzieś w 2020 – prawowity właściciel zgłosił odnalezienie porzuconego auta w jakimś rowie. Dlatego policja starała się zdjąć ten model z ulic, odpalili szeroko zakrojoną kampanię aby tego dokonać, ale im się nie powiodło. Posiadanie czegoś takiego w latach ’90-tych to była loteria, bo auto stale było na celowniku złodziei.

Dla niewtajemniczonych – to zwykły Opel. I po prawdzie Lotus Omega nie różni się w dużym stopniu od podstawowej wersji popularnego auta. Tylko, że pod spodem znajduje się całkiem przemyślane połączenie komponentów ze sportowego koszyka GM, profesjonalnie dopasowanych przez ekspertów z Lotusa. Takie połączenie musi dawać wyniki – i Lotus był najszybszym kredensem na świecie, aż do zdetronizowania przez Brabusa z V12. Największym lokalsom: Mercedesowi, BMW, czy Audi – 10 lat zajmie opracowanie auta, które będzie w stanie jakkolwiek nawiązać rywalizację. Zasilany przez podwójnie turbodoładowane, niemal 400-konne 6-cylindrów o pojemności 3.6-litra pojemności, Lotus potrafił się – z czterema ludźmi na pokładzie (serio testowali to na torze Nardo) – rozpędzić do prędkości 283 km/h, a przyspieszeniem równał się z Testarossą. 5.3s do setki. Wedle danych producenta – i prawda była taka, że Opel robił setkę w 5 sekund, a przy dobrych oponach, to i krócej. Standardowo montowano Goodyear’y z mieszanki wykorzystywanej normalnie w ogumieniu Lotusa Esprit SE. Takie koła znacznie poprawiały osiągi na mokrej nawierzchni i stabilność przy dużych prędkościach. Auto prezentowało sensacyjne osiągi, ale i prowadziło się wspaniale. W końcu to był Lotus, i to do czegoś zobowiązuje… W normalnej jeździe podsterowne zachowanie można było zmusić nadmiarem mocy, do bezpiecznej, progresywnej – łatwej do opanowania – nadsterowności. Właściwości jezdne nie przejawiały kszty nerwowości, a zaskakiwały zwinnością na łukach. Auto dużo też potrafiło wybaczyć niewprawnemu kierowcy.

Opel Lotus Omega, obecny również na wyspach jako Vauxhall Lotus Carlton, wyprodukowany był w ilości 320 zboczonych sztuk z kierownicą po prawej stronie, oraz 630 normalnych, chrześcijańskich. Łącznie 950 egzemplarzy, wszystkie w jednym kolorze. Był to Imperial Green, bardzo ciemny odcień zieleni, podobny do British Racing Green, ale patrząc pod każdym kątem wydawał się być czarny. Cena takiego Opla w salonie była 2 razy wyższa od zwykłej Omegi, za to koszty eksploatacji: 2x wyższe – a części dostać się nie da. W budzie kredensa za to mamy supersamochód w limitowanej serii. Niczego nie można się powstydzić: przyspieszenie i elastyczność – lepsze od Ferrari. Prędkość maksymalna zbliża się do 300, auto trzyma się asfaltu i hamuje, kiedy trzeba. A poza tym jest funkcjonalne i zabiera pasażerów, nie rzucając się w oczy krzykliwymi spojlerami.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: Top Gear: The Cool 500 – The Coolest Cars Ever Made | autozine.org | M Buckley – The Complete Illustrated Encyclopedia of Classic Cars | wikipedia.org | wheelsage.org | silverstoneauctions.com | bonhams.com | handh.co.uk | swva.co.uk | historics.co.uk

1995 – Vector M12

Model W8 był już dzesięć lat w fazie rozwoju, kiedy wszedł na rynek w 1989 roku. Miał być amerykańską odpowiedzią na auta Ferrari i Lamborghini. Supersamochodem zza oceanu. Gerald Wiegert wsadził tam duże V8, z twin turbo i od 600 do 1200 koni stabilnej mocy. W8 szokował wyglądem, zdumiewał osiągiem i zaskakiwał łatwością prowadzenia. Mogłoby się wydawać, że jest atrakcyjny pod każdym względem… ale uwaga – pech! Terminy dostaw amerykańskiego supersamochodu się przeciągają – a auto, które powstało z głównym naciskiem na niezawodność, psuje się najważniejszemu klientowi – gwieździe tenisa, Andre Agassiemu. Ten zwraca kupiony pojazd, i przysparza tym samym całej firmie reklamy, na którą model W8 nie zasługiwał.

Wiegert się nie poddał i opracował nowy prototyp WX-3, powstały w 1993 roku w co najmniej dwóch egzemplarzach. WX-3R Roadster miał 600 koni V8 o pojemności 6-litrów, model Coupe podobno 800 z 7-litrów, a w ofercie miała być jeszcze opcja 1200-konna z twin turbo. 2.6s do setki i 418 kilometrów na godzinę (260 mph). Co się jednak stało… gdy wrócił do Europy okazało się, że główny inwestor – korporacja Megatech z Indonezji – zamknęła jego firmę w pizdu. Wiegert nie miał do czego wracać, i mógł sobie te trzy nowe modele co najwyżej w dupę wsadzić, bo na pewno nie komukolwiek sprzedać – a miał już 50 bużych baniek w plecy z tym projektem. On tam z nimi walczył w sądzie, ale korporacja należała do ichniego dyktatora i chuj z tego wyszło. Podobno nawet zmienił zamki w biurze i zamknął się od środka z uzbrojoną ochroną. Nie pomogło. Dopiero w 2007 uda mu się odzyskać kontrolę nad firmą i przywrócić ją do życia – a obie sztuki WX-3 do 2019 roku były w jego posiadaniu, i jak najbardziej na chodzie.

Megatech miał inne plany co do auta. Chcieli, aby przede wszystkim – przynosiło zyski. Jak to zrobić? A no bardzo prosto: sprzedać to samo auto dwa razy. Megatech miał w tamtym okresie w posiadaniu również inną markę – Lamborghini. Dlatego przebrali model Diablo w nową karoserię z WX-3 i tak puścili w obieg. Cała platforma była dzielona w obu modelach, i auta napędzało to samo V12 Lamborghini. 5.7-litra z modelu Diablo VT z łatwością generowało 500 koni mechanicznych i 580 Nm momentu. W ten sposób Vector był w stanie osiągać prędkość maksymalną na poziomie 304 km/h (189 mph) i przyspieszenie rzędu 4.8s.

Co najmniej wprost absurdalne – ale w moim przekonaniu atrakcyjne – linie auta przypominające rekina, mają typowe dla supersamochodów lat ‘80 i ’90-tych proporcje w kształcie klina. Spiczasty, zwężający się nos, i rozpostarte ramiona spojlera z tyłu. Zad robił się wręcz bzdurnie szeroki, ale wnętrze przez to było wcale wygodne. M12 generalnie był szerszy od prototypu WX-3, bo zamiast V8, miał pomieścić dodatkowe cylindry. Był też przez to cięższy, ale mocy mu wystarczało. M12 był wszystkim tym, czym W8 nie był. M12 miał włoskie V12 umieszczone wzdłużnie zamiast rodzime V8 poprzecznie. Wiegert instalował u siebie 3-biegowy automat GMu, a w aucie Megatechu była 5-biegowa skrzynia manualna Forda GT, z odsłoniętymi kulisami dźwigni zmiany biegów. W8 powstał aby wytrzymać próbę czasu, a wnętrze M12 się rozpadało jeszcze w salonie. Był perwersją, wykolejeniem oryginalnego projektu założyciela Vector Aeromotive. Nawet nazwa modelu W8 od nazwiska Wiegerta, od teraz miała korzenie w korporacji Megatech, a nowe auto nosiło oznaczenie M12.

Mimo, że od Diablo VT gorszy pod każdym względem, M12 oferował zdrowy dźwięk silnika i osiągi na poziomie. Prowadził się w bardzo łatwy sposób, a wykończone alcantarą wnętrze było wygodne, jak na tę klasę pojazdu. Nie zmienia to faktu, że M12 jest bliskim kuzynem Diablo – i to takim z wodogłowiem. Autoweek ogłosił Vectora najgorszym autem jakim mieli zaszczyt jeździć. Pojazd trafił też na listę najbardziej chujowych supersamochodów wszechczasów MSN Autos. Jeden egzemplarz został dostosowany do motorsportu, ale nic nie wygrał, bo jebał się na potęgę.

Vector nie był już w stanie spłacać zobowiązań. Nie mogli uregulować płatności za V12 Lamborghini, więc zaoferowali im jeden egzemplarz modelu M12 w zamian za te silniki. Jak Włosi to usłyszeli, to im powiedzieli, że “weźcie się wy tam w łeb kurwa… hmmm… no OK”. I tak jeden Vector stoi do dziś w muzeum Lamborghini w Sant’Agata – mimo, że Wiegert się o własność nad nim spierał sądownie – i sprawę wygrał! Koniec końców, eksperyment ten – tak jak i oryginalne W8 – również się nie udał. Ostatnia, 17 sztuka M12 wyjeżdża z fabryki w 1999 roku – a cały Megatech się wziął upadł i sobie ten głupi ryj rozwalił. I tak właśnie się kończy historia pierwszego nowoczesnego supersamochodu z US and A.

Krzysztof Wilk
Na podstawie: wheelsage.org | ultimatecarpage.com | autozine.org | classiccarweekly.net | conceptcarz.com | supercars.net | dyler.com | carthrottle.com | wikipedia.org | Top Gear | IG: cargirljess, donutmedia, jeanfrancoislhomme, brownautodesign, petrolmadness, automotived, revsinstitute, davewendt250, tshenphotography, joyofmachine, tsudakun4455, lifestylefashion_celebs, johntemerian | YT: CuratedTV

1920 – Alfa Romeo G1 Spider Corsa

EngineDisplacementPowerAccelerationTop Speed
Straight 6 12v Side Valve6.3 L70 BHP138 km/h
86 mph

A.L.F.A. – since when it came to exist in 1910 as Anonima Lombarda Fabbrica Automobili – had one 4-cylinder project, highly successful before and after the war. Such as Giuseppe Campari drove for A.L.F.A. – and later also Achille Varzi or Tazio Nuvolari. But before that – Nicola Romeo would take over a substantial part of the company’s stakes. It was an agressive takeover, BTW. Alfa guys took it to court, well… anyway. The company name was then changed to ‚Alfa-Romeo’ (hyphenated – later it wasn’t), and the old 4-cyl was swapped for 6-cylinder carburated pushrod motors.

New engines had a longer stroke and displaced well over 6-litres, good for 70 bhp then. Such config dominated Coppa del Garda before it was even properly tested as a prototype. Italians quickly executed 50 examples of this machine in many variants – Spider Corsas, Torpedoes and Limousines. They were somewhat based on the old ALFA models, but they elevated current technology to a higher level. G1 stood on an enlarged platform, much more stiff and offering more stability. In the times when Model T Ford was the car to buy, Alfa could into 86 mph and – the Limousine – rivalled Rolls-Royce directly. Or even Hispano-Suiza. Largely, due to engine displacement.

6.3 litres. 386 cu in – most they had then. Or ever – never before or again would such a beast sit under the hood of an Alfa Romeo (not counting Viper derived TZs – I’m not saying it’s bad, Viper itself is tremendous piece of machinery, but it’s not a true Alfa in the essence). People say ‚you know who’ himself took part in the project development (Enzo F.). It had two blocks – 3 cylinders each – in a sidevalve layout. Good old times… Alfa G1 was a RWD with a 4-speed transmission. Front suspension was of semielliptic springs, with quarter elliptic in the back. It had a system of mechanical brakes for the rear of the car, and an emergency hand operated brake locking its gearbox. All in all – it was a smart, well thought design. An engineer named Merosi was hugely responsible for it, and you can’t say he did a bad job. The man had talent. He refreshed their old blueprints so that they really rocked on the road… but everything has a price…

Alfa had wished for a second generation of their car – a G2 – but the engine such big was bound to be taxed beyond reason. That’s one thing. Secondly: the fuel prices were like WTF. All this resulted in poor sales and the project died like a dog. It was replaced with an Alfa RL of not even close to half the size this engine. G1 was a new generation Alfa Romeo. 52 of these ever existed (inc. proto) and – I’m not 100% sure, but all them went to Australia. And what’s more – ONLY ONE EXISTS THIS DAY. It has its home in New Zealand – the oldest car of this Italian manufacturer, surviving in the lone single example, fully functional and worth at least half a million of American money. That one is interesting also for that it was purchased by a businessman from Australia, and 3 years in his possession. When he died, car was forgotten for 25 years, when discovered by some farmers who used it for chasing kangaroos. True story. At some point the car was damaged – it hit a tree, and it took a role of a power generator for water pump. Only in the year ’64 it caught an eye of an Alfa enthusiast who saw it for what it was, and restored it to the condition it was shown a black flag during the Mille Miglia Memorial race, because the car was too fast.

Krzysztof Wilk
All sources: wheelsage.org | ultimatecarpage.com | wikipedia.org | rmw.lv | topgear.com | rmsothebys.com | conceptcarz.com | motor1.com | classiccarweekly.net | drive.com.au | motor-car.net