1986 – Lancia Delta ECV1 Evo SE041 Group S

Numbers built: 1
Configuration: Triflux twin flow Straight 4 16V DOHC
Location: Mid, longitudinal
Displacement: 1.759 l (71.5) – 3.0l combined
Aspiration: twin turbo
(twin KKK K26 turbochargers, 2 air/air intercoolers, electronic fuel injection)
Power: 600 bhp (2×125)
Gearbox: 5-speed manual
Drive: AWD
Weight: 930 kg

Jeszcze zanim zdecydowano się zamknąć Grupę B, na początku roku 1986 Abarth kończył robotę nad evolucją ówczesnego auta do rajdów. Miała powstać Delta S4 E2 SE040, czyli auto już z czołówki, które miało być jeszcze bardziej groźne. Silnik miał być lepszy i tory… tory też miały być lepsze. Zarówno motor, jak i przekładnia były bardziej niezawodne a cechowały się lepszymi osiągami. Przemodelowano przód zawieszenia i zmieniono aero, na które w S4 wcześniej narzekano. Teraz Lancia miała się prowadzić lepiej i przerzucać więcej wagi bliżej środka ciężkości.

To nie jest łatwa rzecz do ogarnięcia, więc nad aerem siadły naprawdę ciężkie łby i co wymyślono… Po pierwsze primo: auto dostało nowe progi, ok?! To zrobiono od razu i z tym się nie dyskutowało. Po drugie primo: tył wyposażono w dyfuzor a spojler miał od teraz lotki po bokach. Po trzecie primo: z przodu auta, pod spodem umieszczono giętką teflonową klapę, która pod wpływem prędkości by się deformowała. Ona by się tam odginała w zależności od tego jak szybko się jedzie i kontrolowałaby ilość dodatkowego docisku – więcej lub mniej – różnie od sytuacji. Po czwarte primo: przestawiono chłodnice, dano im większe wloty a te venty po bokach służyły teraz tylko do chłodzenia silnika – przez co mogły być mniejsze i bardziej aerodynamiczne. I po piąte primo – ultimo: nikt nie otwiera tych drzwi! A dlaczego? A bo tam kryją się nowe przednie lampy do auta. Bambo. I cały zestaw poszedł na testy w tunelu Fiata między marcem a kwietniem.

Oczywiście pracowano równocześnie nad silnikiem. Były dwie możliwości: podwójnie doładowana jednostka z S4 miała być poczęstowana nowym kompresorem, albo zmienionoby układ na twin-turbo, bo technologia już na to pozwalała. Nowo opracowana elektronika mogła również sterować szperą a nawet podjęto się testów skrzyni CVT z F1 ale nie nadawała się, bo silnik miał takie skoki momentu, że po prostu nie dawała rady. Skrzynia z F1 nie ogarniała dopierdolenia, jakie było w tym aucie, rozumiecie? I miało być tak pięknie, ale FIA Grupę B kilim i projekt również wylądował w pizdu.

ALE CZY NAPEWNO?! Jeszcze S-Grupa nie zginęła, więc WSZYYYYYSTKIE zmiany z S4E2 SE040 w IDENTYCZNYM stanie przeniesiono do projektu SE041. Projekt nosił nazwę Experimental Composite Vehicle. Lancia ECV.

Auto pokazano na targach Bologna Motor Show w 1986 i to było coś… Grupa S potrzebowała tylko 10 sztuk do papieru, więc Lancia z Abarthem mogli zaszaleć. I ja cię jebię – to jest coś więcej niż zwykła wersja Evo do S4. Eksperymentalne podwozie z włókna węglowego i aluminium – w Abarthcie już nad nim pracowali a było ono obiektem badań inżynierów już w 1984 roku. Karoseria była z kompozytów włókna węglowego, włókna szklanego, kevlaru i materiałów termoplastycznych oraz termoutwardzalnych jak żywica epoksydowa. Nawet felgi były z prototypowego kompozytu speedline, dzięki czemu każde koło ważyło po 6 kilo. Technologia miała obadać, czy włókno węglowe nadaje się do użycia na kołach w ekstremalnych szutrowo-rajdowych warunkach i obniżenia ich wagi nawet w stosunku do obręczy z magnezu. Samo podwozie było o 20% lżejsze a równie sztywne co rama rurowa w S4. To był projekt, w którym – jako jeden z pierwszych – użyto narzędzi CAD do jego opracowania, czyli projektowania wspomaganego oprogramowaniem komputerowym. Robiono tak wcześniej wyłącznie w F1. Inżynierzy Abartha się zgadzali, że gdyby prac nie przerwano, to poprawiliby masę o kolejne 40%.

ECV różniła się od S4 również silnikiem. Docelowo chciano polepszyć współczynnik mocy do pojemności i popracować nad efektywnością spalania. Claudio Lombardi opracował Triflux, w którym blok 1.8 był ten sam, ale głowica była kompletnie przeprojektowana dla sekwencyjnego twin-turbo. Komory spalania były półkoliste jak w silnikach HEMI. W nowym projekcie każda głowica miała z jednej strony zawory wydechowe i z drugiej: dolotowe – a podwójny kolektor wylotowy napędzał po jednej turbinie na gardło. Przy niskich obrotach jedna strona się odłączała i całe gazy szły do jednej turbiny, co zapewniało osiągi przy dolnych zakresach. Drugi wiatrak stopniowo dochodził do głosu a przy wysokich obrotach pracowały wspólnie. Ciepło rozchodziło się bardziej jednolicie, więc nie było ryzyka wygięcia głowic przez naprężenia a cały system schładzał się dużo szybciej. Triflux robił 600 koni z mniejszą dziurą niż w rajdowych autach z podwójnym doładowaniem jakie mieli wtedy w zespole. Ponoć powstało 5 egzemplarzy takiej maszynerii.

Aero odziedziczono po S4E2 i auto dostało w spadku nowe progi, dyfuzor, spojler, kształt wlotów i wszystko – tylko chłodnice przestawniono pod nieco innym kątem. Nowe rozwiązania w kwestii silnika wymusiły również pozbycie się tylnej szyby i założenie w jej miejsce rolet pomagających w chłodzeniu. Co się jednak okazało – wcześniej było lepiej, bo w aero z S4 naturalnie spadało ciśnienie pod dyfuzorem z tyłu auta i gorące powietrze łatwiej się rozchodziło.

Lancia ECV była ucieleśnieniem innowacyjnej wizji lekkiej platformy z egzotycznych materiałów – aerodynamicznej i wypchanej zaawansowaną elektroniką. Jakby wyjechała na trasę rajdu, to wyznaczałaby nowe standardy na dekady do przodu. Możliwe też, że gdyby Grupa B się nie zdechła, to rozwiązania te zobaczylibyśmy już w S4 na sezon ’87! Markę czekała świetlana przyszłość, splendor, sława. Nagie kobiety. Popcorn, wóda i lasery. No, może bez popcornu. Ale Grupa B się zawinęła a po końcu produkcji Delty pierwszej generacji cała Lancia zdechła – spójrzmy prawdzie w oczy.

ZDJĘCIA: rallygroupbshrine.org | http://www.ecv1.com
ARTYKUŁ: rallygroupbshrine.org | ultimatecarpage.com | http://www.ecv1.com
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1986 – Skoda 130 LR/B Evo

Numbers built: 1
Configuration: Straight 4 8V OHV
Location: Rear, longitudinal
Displacement: 1.299 l (79.3)
Aspiration: N/A
(2 Weber 45 DCOE carburetors)
Power: 140 bhp
Gearbox: 5-speed single row manual
Drive: RWD
Weight: 850 kg

Skoda z Grupy B już śmigała i w 5-tym sezonie (’85) pracowano już nad wersją rozwojową. 20 sztuk powstałych już rajdówek miało dostać usprawnienia a do nich dołączyć miała jeszcze jedna paleta nowopowstałych Evo. Poszła jednak plotka o likwidacji Grupy B i przełączeniu się w regulaminy Grupy S – co pozwalało na jeszcze odważniejsze modyfikacje, bo papier wymagał tylko 10 sztuk na sprzedaż.

Skoda chciała to wykorzystać i dojebać Favorita Turbo 4×4. To byłby nowy model w katalogu i w sumie dobry pomysł, bo czerwoni nie dawali hajsów na motorsport (o czym my również się przekonaliśmy, vide: Polonez). Skoda miała jednak z Favoritką jakieś obsuwy i opracowano już MTX 160 RS Group B – poddano go więc testom. Były też głosy, że Favorit został kilim bo kreciki miały w ustawie zapis, że turby mogą według prawa iść wyłącznie do ciężarówek. Skoda powiedziała „dooobra… to huj ci w dupę, stary!” i kontynuowali prace nad B-Grupowym 130 LR i te konfiguracje do nich się zmieniały jak w kutalejdoskopie.

W 1986 dział techniczny Skody złapał się za łeb, kiedy FISA wyjebała ich plany wersji evo do kosza, razem z Grupą B, razem z Grupą S i wszystkim, kiedy doszło do katastrofy w Lancii Toivonena. Obaj z Sergio Cresto stracili życie podczas Rajdu Korsyki, gdzie ich pojazd wypadł z trasy, runął w przepaść i momentalnie stanął w płomieniach. Nie wszyscy wtedy wierzyli, że i Grupa S się zawinie, więc na wszelki wypadek postanowiono dalej pracować nad jednym prototypem.

130 LR Evo było szersze – chciano użyć szerszych opon, szczególnie na tylnej osi. To byłby plus do trakcji i stabilności, zwłaszcza na asfalcie. Nowe wenty szły do hamulców i silnika zapewniając dodatkowe chłodzenie. Chłodzenie oleju przeniesiono do tyłu a pod przednią maską znajdowały się elementy odprowadzające gorące powietrze z chłodnicy na przedzie. Bak był również z przodu, przez co musiał mieć osłonę cieplną. Wszystko rozplanowano z myślą o rozkładzie mas i prototyp miał około 60% ciężaru na tył.

Silnik podniesiono do 1299.5cc, więc na sam koniec końca końcówki widełek dla klasy B9 (max 1.3l). Motor dawał lepszy moment obrotowy i robił 140 koni ale pewnie było to raczej bezpieczne 130-135 koni mechanicznych bez wysilania jednostki. Do auta trafiła masa sportowych części powstałych w zakładach Skody na początku roku ’86. Auto miało szybką przekładnię, wyczynowe zawieszenie, stabilizatory z przodu i z tyłu oraz centralnie mocowane koła i potężne zmiany w układzie jezdnym i hamulcowym. Do tego było lżejsze niż wcześniejsze wersje, bo użyto w nim kompozytów a waga w gotowym do startu pojeździe nie przekraczała 850 kilo. Właściwie tyle samo co Skoda z grupy B, ale ta była szersza i zabierała więcej paliwa.

Evo wyjechało na trasę Rallye Bohemia w 1986 i w rękach 5-krotnego zwycięzcy z Safari, Shekhtara Mehty, odbyło testy. Mehta poza kolekcją trofeów z afrykańskich rajdów, miał również firmę, która sprowadzała auta marki Skoda, więc zaproszenie jego osoby nie było niespodzianką. Niestety auto zostało wycofane z planów, kiedy nie doczekano się pozytywnego rozpatrzenia powrotu Grupy S. Wtedy w 1988 prototyp wpadł w ręce Vaclava Farka, który po długich negocjacjach pojazd nabył i uczestniczył za jego kierownicą w rallycrossie przed dobre 4 lata. Zanim wycofał auto z zawodów w roku 1991, to potrafił w rozlatującej się Skodzie zeżerać lepsze i mocniejsze maszyny tak na krajowym, jak i europejskim szczeblu.

Auto – z uszkodzonym wałem napędowym – zmieniło właściciela. Bracia Krajcovicovci nabyli rallycrossową konwersję prototypu wraz z oryginalnymi częściami, które z niego wyjęto w celu umożliwienia mu startów. Nowi właściciele zamierzali wykorzystać auto zgodnie z jego przeznaczeniem – autentycznie startować nim w rajdach samochodowych. Gdy pojechali po auto nie wiedzieli jeszcze, że to była jedna jedyna sztuka prototypowej Skody w wersji Evo do Grupy S. Jak to zobaczyli, to się za łeb złapali. Żeby przywrócić prototyp do oryginalnej specyfikacji potrzeba było conajmniej 2 lat intensywnej pracy. Ale udało się i debiut przypadł w 1994 na Rallye Matador Zilina, gdzie osiągnął 4 miejsce i wygrał w swojej kategorii. Nie obyło się bez kontrowersji, bo auto przecież nie mogło mieć żadnej homologacji i koniec końców, musiało zostać odsunięte od rywalizacji. Chciano wypożyczyć auto do muzeum Skody w Mlada Boleslav, ale Czechy się wtedy odłączały od Słowacji i nie doszło do porozumienia. Stało więc w garażu do 2011, kiedy wyjechało na trasę Rajdu Tribec.

S-Grupowa Skoda wywołała wtedy sporo szumu i zapewniła sobie miejsce na trasach historycznych rajdów Barum i Bohemia. Właściciele dopełnili też formalności i w końcu wypożyczyli 130 LR Evo Muzeum Skody w Mlada Boleslav, gdzie spędziło resztę czasu aż zdecydowano się je sprzedać na aukcji w roku 2017 – osiągając cenę 500k euro. Powstało też parę replik do rallycrossu i rajdów historycznych, ale oryginał powstał ino roz.

ZDJĘCIA: rallygroupbshrine.org
ARTYKUŁ: rallygroupbshrine.org
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1987 – Seat Ibiza Bimotor Group S

Configuration: System Porsche 2x Straight 4 8V OHC
Location: Front and Rear, transverse
Displacement: 2×1.461 l (89.2) – 3.0l combined
Aspiration: N/A
(2xside draft Weber carburetors – 4 in total)
Power: combined 250 bhp (2×125)
Gearbox: 2x 5-speed manual
Drive: FWD + RWD
Weight: 1001 kg

W Seacie, to byli łby… Dopiero uciekli spod łap koncernu Fiata i chcieli pokazać się z dobrej strony na rajdach samochodowych, bo to wiadomo – emocje i profit, bo Grupa B pozwalała na prawie wszystko, więc człowieki to oglądały i stonks – cywilne modele schodziły jak nieszczepione dzieci: czwórkami na tamten świat. U nas za PiSu jest ficyt a wtedy w Hiszpanii nie mieli jaśnie Morawieckiego, więc był deficyt i ludzie z Seata mogli co najwyżej zmienić pracę i wziąć kredyt. Skrzynie do aut z 4×4 były kosmiczną technologią – nieosiągalną w tamtym momencie. Był jednak inny sposób… Kurwa, DWA SILNIKI!

Projekt szybko nabrał kształtu i sekcja Seat Sport dała zielone światło, więc zaczęto grzebać w prototypie. Hiszpania miała być poligonem do testów, bo można było tam jeździć wszelkim szajsem bez homologacji. Zwykła Ibiza to relatywnie nowy hatchback z napędem na przednią oś. Model pokazano na Paris Motor Show w 1984 roku i cechował się bardzo sprytnym trickiem – silnik i przeniesienie napędu było efektem współpracy Hiszpanów z marką Porsche, więc zrobiono przelew komu trzeba i można było ogłaszać wszem i wobec, że power w Ibizie pompuje „SYSTEM PORSCHE”. Buda to dzieło Italdesign Giugiaro wykonane w zakładach Karmann. Wszystko zebrać do kupy i to jest spora bibliografia z poważnymi podpisami. Można by pomyśleć, że wsadzać 2 silniki do rajdówki to poroniony pomysł już z definicji… ale tu się mogło udać.

Z grubsza: pożyczono 2 fronty ze zwykłej Ibizy i połączono je pod jedną karoserią. Zdublowano silnik, skrzynię biegów i elementy zawieszenia. Nawet na desce rozdzielczej miałeś dwa zestawy tych samych instrumentów obok siebie. Tak – auto miało dwa obrotomierze i dwa zegary od oleju. Dwie sztuki System Porsche o pojemności 1.5 litra generowały 125 koni mechanicznych każdy, co wspólnie dawało 250 koni z 3 litrów, więc auto było w najwyższej kategorii Grupy B (Grupy S właściwie – gdyby doszła do skutku). Później powstała ewolucja, która wyciskała 300 koni razem.

Oczywistą zagwostką było jak zsynchronizować oba napędy. Siła odśrodkowa dusiła tylny motor i kręcił on do 2k obrotów niżej niż silnik z przodu auta. Do tego przednia i tylna przekładnia musiały działać wspólnie. Chłodzenie na tył było dostarczane przez dwa wenty zamontowane przy bocznych szybach. Sama buda niewiele się zmieniła i dalej w większości była stalowa. Zdjęto właściwie tylko maskę, tylną klapę i poszerzenia błotników – wstawiono tam włókno szklane. To była zupełnie nie B-grupowa filozofia, bo reszta aż nadużywała polimerów i innych wymyślnych stopów, ale Seat bidny był a to droga zabawa. Ibiza była też lekka już w fabrycznie drogowej konfiguracji i nawet jak wepchnięto jej drugi silnik, to wagi wskazywały równo 1001 kg. Było dobrze.

Ibiza Bimotor odbywała testy głównie w rękach Josepa Marii Servia – jednego z dwóch braci odpowiedzialnych za projekt, i którzy aktywnie przyczynili się do jego powstania. Widzicie: podwójny silnik, skrzynia i zawieszenie – nawet braci podwoili do tego projektu :D Między ’86 a ’88 w Szutrowych Mistrzostwach Hiszpanii brały udział liczne odrzuty ze zbanowanej Grupy B oraz niedoszłe rajdówki z wyskrobanej Grupy S. W 3 lata Servia zgarnął 4 pierwsze miejsca w swojej klasie oraz 7 innych podiów – a w Mistrzostwach dojeżdżał jako drugi w sezonach ’87 i ’88. Inny Hiszpan – Alex Brustenga w roku ’86 kończył zwykle w pierwszej dziesiątce. Później za kierownicą zastąpił go Antonio Ruis i 3 razy stanął na podium a w Rally Avila razem z Servią zajęli dwa pierwsze miejsca.

Ogólnie są teorie spiskowe, że Bimotor miał być autem Grupy B, ale zrobić 200 sztuk homologacji auta, które będzie miało 2 silniki i jest kompletnie niepraktyczne… To nie miało żadnego uzasadnienia finansowego. Raczej był to projekt skierowany w stronę Szutrowych Mistrzostw Hiszpanii i obiekt badań dla technicznych ośrodków Seata. Oczywiście miał też na celu podnieść wizerunek marki i w rezultacie poprawić sprzedaż – taki „chłyt marketindody”. Zasady Grupy S wymagały tylko 10 sztuk na drogi publiczne. Jest to do ogarnięcia i dlatego Grupa S to miejsce dla Seata – ale nie zawody w Grupie B.

Bimotor nigdy nie ścigał się poza ojczyzną a po 1988 projekt oficjalnie zamknięto. Seat przestawił się wtedy na Dakar i rajdy w przednionapędowym Marbella Proto. I taki fajny Bimotorek siedziałby bidny i samotny w ciemnym garażu do tej pory, ale na szczęście jest coś takiego jak Goodwood Festival of Speed, gdzie w 2011 roku auto wyjechało aby zrobić hillclimb. I dobra, dwa silniki w aucie wyczynowym, to nie jest optymalne rozwiązanie. Kierowca musi się skupiać na obu systemach i jest dwa razy więcej osprzętu, który może się zepsuć. Do tego wersje homologacyjne pozbawione jakiegokolwiek miejsca na bagaż. Technologia nie pozwalała też swobodnie przełączać dystrybucji mocy między przodem a tyłem auta – dzisiaj ogarnia to za nas elektronika. Nie mniej… Pomysł nie jest nowy i w tym samym czasie VW, Mini, Citroen czy Abarth również mieli w swych warsztatach projekty z dwoma silnikami. To producenci z wielkimi funduszami – a Seat zrobił coś takiego po taniości…

… I wygrywał.

ZDJĘCIA: wheelsage.org | instagram | rallygroupbshrine.org
ARTYKUŁ: rallygroupbshrine.org | tech-racingcars.wikidot.com
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1987 – Toyota Supra MA70 3.0i Group A

Configuration: 7M-GE Straight 6 24V DOHC
Location: Front, longitudinal
Displacement: 2.954 l (180.3)
Aspiration: N/A
(Nippon Denso multipoint electronic injection)
Power: 290 bhp
Gearbox: Hewland 5-speed manual
Drive: RWD
Weight: 1450 kg

Rajd Safari był w kalendarzu WRC aż do 2002 roku. Ciągnął się on przez wschód Afryki – piach, brud, syf i inne tego typu atrakcje czekały na śmiałków w ich maszynach. Tam wytrzymałość grała pierwsze skrzypce – nie szybkość. Japończycy, którzy robili twarde budy nie mieli sobie równych w tych warunkach przez większość trwania eventu – zwłaszcza w latach ’70 i ’80-tych. W Europie już jeżdżono na 4×4 a Datsuny, Mitsubishi i Toyoty dalej ufały tylnej osi i wygrywały. Sama Toyota zgarnęła Safari siedmiokrotnie modelem Celica w różnych konfiguracjach z lat ’80-’90, ale nie tylko Celica jeździła do Afrika. Supra A70 dostała papier do Grupy A w 1987 roku i tę konfigurację napędzał 3-litrowy silnik serii 7M – rzędowa 6-ka o mocy 290 koni. Napędzano w niej wyłącznie tylne koła.

Moc silnika zatrzymała się na 10 oczek poniżej limitu w Grupie A (max 300), więc FIA pozwoliła zahomologować również wersję Turbo o mocy 400 koni. Toyota świetnie sobie w rajdach radziła do tej pory i, kiedy pojawiła się wolnossąca Supra, to wygrała Hong Kong Rally a w swoim debiucie zajęła 3 miejsce. Wersja Turbo często wykrzaczała i gówno z tego wychodziło. A za kierownicą były gwiazdy takie jak Waldegard, Kankkunen czy Eriksson. W 1988 na Safari ta trójka zajęła odpowiednio 7, 5 i 4 miejsce. Rok później Supry dojechały na 4 i 5 miejscu. Auto z atmosferycznym silnikiem w rękach Waldegarda było serio groźne. W swym debiucie Toyota prowadziła do momentu aż silnik się przegrzał a w Bandama Rally wycofali wszystkie załogi – mimo prowadzenia – bo im ludzie poginęli w wypadku samolotowym. Poważna sprawa – m.in. team menago z asystentem się wymeldowali.

Ale Supra rywalizowała również na torze. Większość japońskich producentów opierała się na walce prywatnych teamów zamiast – jak europejczycy – pompować gruby hajs w oficjalne teamy Forda, czy BMW. Dlatego mało ich widać w międzynarodowych formatach jak ETC, ale na lokalnych włościach: w JTCC, to co innego. W 1-szej Dywizji jeździły Civiki odpierdolone przez Mugena a Toyotów z JDM-u było tam jak mrówków. Supra miała – przypomnę – 24 zaworowe DOHC turbo, w którym zwiększono poziom kompresji – dlatego osiągało 290 koni mocy, czyli ponad 60 więcej od cywilnych wersji. Koła z magnezu, najnowocześniejsze hamulce i przetasowanie w ustawieniach skrzyni biegów. W aucie użyto tytanu i włókna węglowego celem go odchudzenia i takie auto powstało w ilości sztuk: 11. Mistrz Świata F1 Alan Jones wygrał czymś takim w debiucie swem w Sugo. W tym czasie na europejskim poletku powstawała konfiguracja właśnie z turbem, która miała towarzyszyć wolnossącej 3.0i od Bemani Motorenbau. Tak… Szwajcarzy musieli pracować nad tymi maszynami, bo chińce krótkiego chuja na to kładli.

Hans Heyer, który wtedy był legendą wyścigów aut turystycznych z mistrzostwami Europy i DRM na koncie, zasiadł za kierownicą Toyoty. Wraz z nim były również gwiazdy z DTMu, jak Frank Jelinski i Volker Strycek. Miało być tak pięknie a się zesrało, bo debiut raz, że został opóźniony; to dwa, że oba auta się nie zakwalifikowały i nawet Corolla 1.6 z Division 1 ich zeżarła. To byłby kurwa dobry żart, gdyby to nie była taka tragedia. Auto w tym sezonie ukończyło 1 event i zdołało dojechać na 6 pozycji.

W tym samym czasie co europejskie ściganie – śmigało też WTCC. Żaden z pojazdów nie ukończył Nurburgringu, na Spa i Silverstone wysłano już tylko jeden pojazd aby się zbłaźnił, więc ten posłusznie również nie ukończył. Do Azji nawet nie się nie wybierano, bo ktoś mondry nie zapłacił 60k startowego, więc i tak nie mogliby zbierać punktów. Do Bathurst wyjechała za to prywatna Supra, aby nie ukończyć wyścigu na torze Mount Panorama. Dobry plan! Największym osiągnięciem w serii WTCC było 9 miejsce – nie inaczej, w Japonii na torze Fuji – i musieli prowadzić stali kierowcy z japońskiej JTCC, żeby wogóle były jakieś szanse.

Drogowa Supra to przekozak auto, więc co było problemem? To jest duży samochód – 4.6 metra długości. Bliżej mu do aut typu GT i ma to swoje odbicie w rezultatach na torze. Takie zwinne M3 np. – nawet teraz po 30 latach dalej jest referencyjne jeśli chodzi o osiągi. Czasy bydlaków jak Jaguar, czy 635 CSi już dawno odejszły a wygrywają auta bardziej mniejszejsze i zwrotniejszejsze. Można rywalizować dużym autem, ale trzeba mieć dopierdolenie: i tego też brakowało. RAS Turbo Supra liczyła sobie 370 koni mocy, co było prawie 100 koni za Murzynami z Forda i nawet w JTCC Supra miała problem z utrzymaniem tempa Sierrom. Nie wspominając już o wadze, ok?! Minimalna waga zależała od pojemności silnika a Toyota miała 3.0 Turbo, kiedy Sierra walczyła z 2.0 turbo a M3 wolnossącym 2.3. To nie mogło się udać. Supra to 1.5 tonowy kloc w porównaniu do M3, które ważyło mniej niż tonę. Chińczycy potrafili niektóre wolnossące pojazdy odchudzić do 1300kg – a nawet do 1035! – ale te maszyny cierpiały na taki niedobór mocy, że o ja pierdolę.

Hajs mógł pomóc. Potrzeba było zagadać do kilku ogarniętych ludzi, zlecić testy i rozwój projektu – wtedy byłoby o czym rozmawiać. Toyota jednak skupiała się na WRC i reszta musiała samotnie dojadać resztki ze stołu. W rajdach liczyła się Celica a Supra miała mniejszy priorytet. Grupa A wymagała 2500 sztuk wersji drogowej w sprzedaży, a żeby zahomologować wersję evo trzeba było puścić jeszcze 500 egzemplarzy lżejszej Toyoty, która już mogła powalczyć. W ’88 roku powstała Supra Turbo A, w której pozbyto się 10 kilogramów, pogrzebano przy turbie (co dodało +40 do poweru) oraz przeprojektowano tył zawieszenia. Od teraz auto miało szperę i większe koła a przód miał dokonane zmiany dla lepszego chłodzenia. Auto rywalizowało tak w Japonii, jak i Europie – żadnego z wyścigów nie ukończyło, bo zawsze coś się wysypało.

Trzeba było coś zrobić, więc zwrócono się o pomoc do BMW, bo oni wiedzą jak w motorsport. Pod okiem Bawarczyków, auto i potrafiło dojechać do mety, i mogło pochwalić się rezultatem! Na torze Monza Niemcy byli na 5 miejscu. Z paru eventów się wycofywali, tak – ale Dijon to finisz na 6, a Vallelunga na 8 pozycji. 24-godzinny wyścig na torze Spa zakończył się dla nich tuż za podium (5 miejsce) – a to już prestiż. Najlepszym rezultatem było 4 miejsce w Belgii, ale i potem wstydu nie było. Supra jeździła też w BTCC, ale jedynym wynikiem był najniższy stopień podium w przedostatnim wyścigu, więc w następnym sezonie do Anglii już nie powrócono.

W DTM-ie panowały regulaminy Grupy A, więc w ’89 spróbowano swoich sił na germańskiej ziemi. Auta z turbo musiały startować z handicapem a od 1991 wogóle nie mogły, więc wolnossąca Supra z 340 konnym w tamtym momencie silnikiem wydawała się w sam raz… ale bez pompowania hajsu ciężko było walczyć z BMW czy Mercedesem – nawet z prywatnych ekip. Najlepszym wynikiem było 10 miejsce. Sezon zakończono 22 pozycją w tabeli. W Szwajcarii jednak – w ich mniej popularnej serii – Toyota była najszybsza trzykrotnie, zdobyła trofeum w ’89 a w swojej kategorii wygrywała aż do ’93. Przygoda z DTM-em zakończyła się w roku następnym, gdzie raz ukończono na 17 miejscu a z dwóch eventów się wycofano, po czym Bemani Team dał sobie spokój.

Patrząc znowu na japońskie zmagania: Supra nie była złym autem, ok? Pojawił się jednak ktoś nowy i to był absolutny koniec jakiejkolwiek konkurencji. To było jak Quattro w rajdach samochodowych – nie do zatrzymania – w jakikolwiek sposób. Nissan pokazał nowy model Skyline’a GT-R R32 i pojazd zwany Godzillą jest chyba ostatecznie najlepszym w historii wyczynowym autem klasy turystycznej w Grupie A. Nie powstało nigdy nic lepszego i tu można zakończyć dyskusję. Jak poprzednia generacja R31 Turbo Skyline’a mogła na spokoju mierzyć kutasy z europejskimi modelami, tak R32 im te kutasy pourywał, wsadził w dupę, strzelił z liścia a na koniec jeszcze zglanował i potem na to wszystko napluł. R32 miał 2.6 turbo i napęd na wszystkie koła – i cały był zfocusowany na rywalizację na drodze. Dlatego nie ma konkurencji dla Skyline’a ani w zawodach aut turystycznych, ani w street racingu. I na torze to ten model właśnie przejął pałeczkę. Nissan zaczął dyktować tempo takim wyjadaczom jak BMW, czy Fordy a ich serię zwycięstw przerwano dopiero, gdy weszły nowe regulacje i zawody przerzuciły się na sedany, przez co GT-R nie mógł startować. W Australii GT-R zdobył trzy mistrzostwa z rzędu aż go w końcu zbanowano.

Supra fajna jest, ale Toyocie się nie można dziwić. Rywalizowali w WRC – to była duża sprawa – a do tego dochodziła jeszcze seria WSC, w którą też byli mocno zaangażowani. Wyniki tego modelu nie były zadowalające, więc naturalnie auto dostało mniejszy priorytet – a co za tym idzie: ograniczone wsparcie. Do tego cały ten pieprznik w papierach, które każdy w Grupie A interpretował właściwie na swój sposób… To nie pomagało. Drogowe auto było przecież przepotężne i odniosło niebagatelny sukces. Toyota sprzedała w samej Wielkiej Brytanii 12k modeli Supra, co było niemal połową aut z 3-litrowym silnikiem jakie ogólnie wtedy zeszły w Europie. W 1991 to Corolla przyjęła ciężar rywalizacji w JTCC a Supry były już tylko w prywatnych rękach. Późniejsze Supry odnosiły jeszcze sukcesy w Super GT tak w Japonii, jak i Europie.

ZDJĘCIA: favcars.com | wheelsage.org | tech-racingcars.wikidot.com
ARTYKUŁ: tech-racingcars.wikidot.com | jalopnik.com | The Toyota Celica and Supra in Touring Car Racing by Francisco Cunha | carthrottle.com |
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk

1997 – Toyota Corolla AE111 WRC

Configuration: 3S-GTE Straight 4 16V DOHC
Location: Front, transverse
Displacement: 1.972 l (120.3)
Aspiration: Toyota CT20BRB twin scroll turbo
(intercooler, turbo restrictor, anti-lag, catalytic converter, multi point injection)
Power: 300 bhp
Gearbox: Xtrac 6-speed sequential
Drive: AWD
Weight: 1230 kg

Toyota już z modelem Celica GT4 pokazała, że potrafi w rajdy a ich pierwszy pojazd z Grupy WRC był najbardziej zaawansowaną technologią jaką ich warsztaty widziały. Auto miało zadebiutować w sezonie ’97 i walczyć o najwyższe podium.

Dużo łączyło Corollę z GT4, ale model wiele zyskał na nowym projekcie. Auto było również pierwszym w swojej kategorii, w którym silnik montowany był poprzecznie. Największą różnicą były same wymiary: teraz kompaktowa Corolla – nie tylko krótsza od Celiki, ale i szczuplejsza, z mniejszymi nawisami – mogła powalczyć jeszcze mocniej. Pozycja kierowcy była bardziej wyprostowana, więc łatwiejsza w prowadzeniu – a już na wąskich drogach, to wogóle. Krótsze nawisy za to dawały +5 do jazdy po trudnym terenie.

Były minusy – rozstaw osi również był krótszy i sterowność na szybkich odcinkach to była trochę loteria. Pomagał trochę nisko osadzony środek ciężkości oraz testy w tunelu. Poskręcano aero aby zapewnić jak najwięcej docisku przy wszystkich prędkościach. Zawieszenie to kolumny MacPhersona i amortyzatory Ohlins. Skrzynia biegów Xtrac wedle specyfikacji Toyota Team Europe: 6-biegowa sekwencja operowana elektronicznie z joysticka przy kierownicy – dostosowana do praktycznie każdego rodzaju dyferencjału jaki ludzkość skonstruowała. Sam silnik, to było 2.0 turbo w wersji rozwojowej systemu, który napędzał rajdowe Celikę. Nawet cylindry i suw zostały nieruszone tylko mocy było kapkę więcej a motor produkował 300 koni i 510 momentu.

Auto miało zdążyć na ’97, więc prace rozpoczęły się już rok wcześniej. Toyota Castrol Team pokazało nowe maszynerie w Finlandii – po półtorej roku abstynencji. To szybko, bo plany były na powrót podczas Rajdu Indonezji, czyli dopiero następnego eventu. Mimo, że się trochę pospieszono, to Gronholm trzymał poziom i prowadził na wczesnych etapach. Niestety wtryski zawiodły a drugi w teamie Didier Auriol zajął 8 pozycję. Wygrał Makinen przed dwoma Escortami. Indonezja była rozczarowaniem, bo żodyn nie dojechał do mety. Auriol narzekał na elektronikę a w drugim aucie zdechł silnik. Escort zajął dwa pierwsze miejsca na podium i dalej zdobywał punkty. W rajdzie San Escobar Toyota sama zbliżyła się do podium (5 i 8 miejsca) a już w Australii Auriol dojechał jako trzeci – za Makinenem i McRae. Ostatnią rundą było RAC Rally i Gronholm dojechał na piątej pozycji osamotniony, bo Auriol rozbił swoje auto. Nie on jeden, bo z tego eventu wypadło co najmniej 70 załóg – Hołowczyc np. wtedy właśnie wypadł z trasy w przepaść i rozwalił Imprezę 555 teamu Mobil 1 (co można zobaczyć z komentarzem na YT – film poniżej) a rywalizację przedwcześnie zakończyli również Eriksson (Team Subaru), Per Eklund (Saab) czy Alister McRae (VW Gulf). Wygrał wtedy jego starszy brat, Colin, jadąc Subaru S5 – co było jego trzecim zwycięstem z rzędu, ale nie wystarczyło do pokonania Makinena. Ten – mimo, że oddał Subaru drużynowe trofeum, to skończył z 1-punktową przewagą nad McRae i został Mistrzem. Nie on jeden musiał obejść się smakiem – Sainz został pozbawiony szans na swój tytuł na pół kilometra przed końcem ostatniego etapu.

Kolejny rok rozpoczęto z przytupem – ale tylko na jedną nóżkę. Sainz – opuszczając Forda i będąc już w Toyocie – podczas Monte Carlo był lepszy i od Forda Kankkunena, i od Subaru McRae. Co prawda druga Corolla dojechała dopiero 15-sta, ale auto wygrało swój pierwszy występ. Szwecja, to 2-miejsce Carlosa Sainza i 6-ste dla Auriola. W Kenii tuż za podium a Portugalia – 2 i 3 miejsce. W Hiszpanii 1, 2 i 7! Była moc! Do końca jeszcze 8 eventów a Corolla przywiezie jeszcze 1 pierwsze miejsce, 5 drugich oraz jedno trzecie. I mimo to – zarówno Sainz, jak i Toyota – będą musieli zadowolić się 2 miejscem (2 punkty za Makinenem XD).

Trzeba było czekać do 1999, aby chińczycy pokazali na co ich naprawdę stać. W teamie dalej byli Sainz i Auriol a sezon liczył 14 eventów. Dopiero w Nowej Zelandii – co było 9 eventem w sezonie! – auto zajęło 4 miejsce przez co nie złapało się na podium. Do tej pory Corolla zasiadała na nim już 10-krotnie i stracą swoje miejsce na podium ponownie dopiero na ostatnich zawodach – RAC Rally of Britain. Toyota wyprzedziła Subaru ale Makinen dalej nie oddał tytułu. Auriol w Corolli skończył trzeci a Sainz był piąty. Rywalizacja była zacięta, bo najgorszym wynikiem jaki chłopacy wyciągneli, było 6 miejsce Sainza i 5 Auriola. NAJGORSZYM! Niestety auto często się wycofywało – każdy z kierowców musiał czterokrotnie kończyć przedwcześnie i może to odebrało im szanse na koniec. A może nie… Taki McRae zajął 6 miejsce – zaraz za Sainzem a na 14 wyścigów ukończył 3. Dobra, dwa z nich wygrał, ale 10 razy się wycofywał i raz został zdyskwalifikowany. A jednak zdołał utrzymać się tak wysoko, jadąc tylko na 3 wynikach, co pokazuje, że Subaru było szybkie (jak dojeżdżało), dzięki czemu zasłużyli na drugie miejsce w tabeli konstruktorów. Zwycięzca mógł być jednak tylko jeden i nie bez powodu była nim Toyota. Solidna jazda cały sezon i brak słabych wyników zapewniły im mistrzostwo.

Toyota zeszła ze sceny niepokonana – zgarnęli trofeum i poszli do domu a rok 1999 był ostatnim sezonem ich rywalizacji w WRC. Tak Celica, jak i Corolla dalej jeździły w prywatnych rękach i to ze sukcesyma, bo taki Mistrz Wielkiej Brytanii z 2002 jeździł tym modelem właśnie.

ZDJĘCIA: ultimatecarpage.com | wheelsage.org | tech-racingcars.wikidot.com
ARTYKUŁ: tech-racingcars.wikidot.com | ultimatecarpage.com | ewrc-results.com | wikipedia.org |
WERSJA POLSKA: Krzysztof Wilk